Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 16 lat
Nieco wyobraźni


Esseral Brouver Hoog (ID: 123)


  • Ranga: Bohater
  • Tytuł: Syn Autolikosa
  • Poziom: 122
  • Wiek: 2601
  • Rasa: Hobbit
  • Klasa: Mag
  • Charakter: Neutralny
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

Uwaga! Achtung! Attention! Uwożojta! Внимание!
Profil zawiera wulgaryzmy!

*****

Kroniki KFu

Przygody Essa na wyprzedaży w Skarbcu Królewskim

- Ess! Pijaku! Wziąłbyś się za robotę! Przydałbyś się na coś! Nie czesz się ciągle po tych nogach! Yenka musi króliki hodować, lisy dokarmiać i owce upijać! Pomóż jej!
Ani chwili spokoju, pomyślałem. Kręcąc głową, schowałem grzebień do kieszeni. Zeskoczyłem z zydelka. Wziąłem podręczną beczułkę piwa i wyszedłem przez okno, coby drzwiami nie trzaskać. Pod tawerną leżało paru klanowiczów - śniadanie było obfite. Z otwartego na piętrze okienka słychać było śpiewanie Lys. Pewnie bierze kąpiel w kawie, stwierdziłem w myślach. Poszedłem na targ po owoce - zrobienie zdrowej nalewki to w końcu jest sztuka dobrania odpowiednich składników.
Po opróżnieniu beczułki podróżnej zacząłem chodzić odpowiednim wężykiem, aby bez problemów przeciskać się między tłumnie zebranymi na targu mieszkańcami.
- Dlaczego wy się nie myjecie… Toż to w rynsztoku przyjemniej niż między straganami.
W trakcie szukania odpowiednich owoców, szukałem również ludzi, którzy chętnie udzieliliby mi bezterminowej pożyczki na wyprawę do monopolowego. Wiele istot z niewyobrażalnie niemą chęcią zaoferowała mi swoją pomoc. Dosiadłem się do straganu znajomego bimbrownika, aby przyjąć trochę płynów. Słońce już zdążyło odłączyć się od horyzontu, więc to odpowiednia pora, aby zadbać o nawodnienie.
- ...i capnęli go!
- No nie dziwota, kto normalny chciałby Skarbiec Królewski okradać.
- Tyż racja. Jakby nie mogli się wziąć za jakąś uczciwą robotę…
Skarbiec Królewski? To miejsce wątpliwej przyjemności, a niewątpliwego grzyba na stopach? Czego to te przebrzydłe ylfy nie chciałyby okradać. Śmierdzi amatorszczyzną.
Podziękowałem za parę buteleczek trunku, wziąłem sobie kolejną na drogę i poszedłem do straganu obok, aby przejrzeć owoce. I trochę się zdziwiłem, że jabłka takie długie i wiją się…
- ZABIERAJ RĘCE OD TYCH WĘŻY!
Niezachęcony przez sprzedawcę. Odszedłem dalej w poszukiwaniu czegoś, z czego można spokojnie zrobić nalewkę, która nie będzie chciała sama uciekać.
- Panie, nie ma dobrych owoców już. Wszystko poszło do pałacu.
Zdruzgotany tą informacją, zacząłem wracać do tawerny. Po drodze wstąpiłem do monopolowego i okazało się, iż trwa promocja. Co każde 15 butelek wódy dostaje się naklejkę, a za każde 10 zebranych naklejek otrzymuje się wspaniały półtoralitrowy kufelek. Rum dla moich ust po prostu. Po powrocie postawiłem przed klanowiczami po nowym kufelku, polałem, ale niestety to nie był początek spokoju.
- I jak ja sobie teraz paznokcie zrobię? Igrzyska trwają! Nie pokażę się bez takich ładnych!
- I znowu się piekarnik popsuł… To nie będą dobre ciasteczka.
- Kurła, sztanga się mi złamała.
- Czy ktokolwiek widział mój krem do wełny?!
- GDZIE MOJA KAWA?!
- A spierdalaj.
Kiwnęliśmy do siebie głowami z Merthem, wyszliśmy przed przybytek i zaczęliśmy kontemplować nad światem. Nasza telepatyczna rozmowa skończyła się po dziewiątej beczce i obaj kiwnęliśmy głową na znak, że trzeba się wziąć do roboty - w końcu nastało już południe.
Zaszedłem do miasta okrężną drogą, gdyż tak mnie nogi poprowadziły, a przecież nie będę im kazać chodzić inaczej. Zaszedłem do gildii złodziei - wszyscy oczywiście zalani w trupa. Ale to nic dziwnego. Kiedyś trzeba odpocząć. Dołączyłem do aktywnie toczącej się rozmowy na temat nowych podatków, dziwnych preferencji władzy i chęci dobrania się do Skarbca Królewskiego.
- Alszmeowani, grzywh, hymh.
- No tak, ale po co tam wchodzić w ogóle?
- Mylgh inyt soplllgt.
- No tak, ale co z podatkiem?
- Hgfur tur kopur.
- A, w ten sposób. No dobra, ma to trochę sensu.
Dysputa płynęła dalej, słońce chyliło się powoli ku zachodowi aż nadeszła pora, aby wyjść na zewnątrz. Jako, że świat wirował w jedną stronę, postanowiłem na przekór losowi pójść w drugą stronę i w pewnym momencie świat zabrzęczał, a ciemność zapanowała przed moimi oczyma… Ja już się obudziłem, siedziałem w jakimś wielkim pomieszczeniu wypełnionym złotem, różnymi błyszczącymi kamieniami i…
- Na cycki Teathe-di! Toż to…

***

- Ess! Jakim cudem dorwałeś ten zestaw?!
Stwierdziłem, że się tylko uśmiechnę, bo jakbym coś zaczął mówić to chyba porzygałbym się. Niestety, Ins nie ułatwiła sprawy i stwierdziła, że mnie wyprzytula. Co to była za walka z samym sobą, aby nie uronić czegoś. Gdy mnie odstawiła na podłogę to uśmiechnąłem się tylko głupio, żeby nie było, że jestem nawalony jak szpadel. Ins chyba domyśliła się, co ze mną jest, gdyż wzięła mnie pod pachę. Zaczęliśmy gdzieś iść, a ja usnąłem w trakcie…

***

- Jebaniec śpi!
Nagle poczułem mocne uderzenie w bok. I poturlałem się. No, blisko było, naprawdę, ale nie porzygałem się jeszcze. Uniosłem tylko rękę, żeby wyprostować ją w łokciu.
- Esseral Brouver Hoog poddaje pierwszą walkę! Zwycięzcą pierwszego pojedynku jest Rógo Ynozsik!
Trochę zdziwiony tą wiadomością w końcu udało się mi na czworaka nieco podnieść głowę. Rzeczywiście - stał przede mną ten…
- Niechaj rozpocznie się drugi pojedynek!
- Wstawaj, Ess, przynajmniej udawaj, że walczysz.
- A spierdalaj…
Wymamrotałem automatycznie te słowa i zobaczyłem, jak Rógo zrobił się jeszcze bardziej zielony na twarzy.
- JAK ŚMIESZ UŻYWAĆ MOICH ZAKLĘĆ PRZECIWKO MNIE?!

***

Obudziłem się. Ktoś z plaskacza uderzał mnie raz po raz w twarz.
- Ess, wybacz, że tak mocno. Chodź, napijemy się, zrobi ci się lepiej.
Po tych słowach nie mogłem nie wstać. Magia butelki zdziałała cuda. Wróciliśmy do tawerny. W niej siedziała reszta klanowiczów i omawiała igrzyskowe walki. Nitek, nie wiadomo dlaczego, chodził po suficie.
- Ale Kard to trzeba na spokojnie…
- Neher, nie mów mi jak mam żyć.
- Obaj wzięlibyście się do roboty…
- Merth, ty już wiesz co!
Rógo posadził mnie na zydelku i dołączył do konwersacji…

***

Obudziłem się na belce pod sufitem. Typowo, pomyślałem. Pościeliłem łóżko trzy miesiące temu, a ani razu w nim nie spałem. Brawo Ess. Zlazłem całkiem zgrabnie spod sufitu, rozbijając sobie głowę o ławkę i wyszedłem z tawerny. Jako, że zastało mnie południe, udałem się prosto do gildii na najnowsze ploteczki, gdy tylko wszedłem powitała mnie niesamowicie ciekawa informacja.
- A blrotrr urg urhg bino.
- Jak to?! Naprawdę?!
- Afrgldi.
- Dzięki za wiadomość.
Zacząłem roztrząsać to, co usłyszałem. To było dosyć ciekawe, ale czy można dawać temu wiarę - nie byłem tego pewien. Dołączyłem zatem do obiadu. Dzisiaj była porzeczkowa.

***

- Ess, ja mam tylko jedno pytanie - jakim cudem przytargałeś tu kuchenkę Mahdiego?
Otworzyłem jedno oko. Porzeczkowa mocno weszła. Wisiałem uczepiony nogą belki pod powałą tawerny. Pode mną, o dziwo w odpowiednim miejscu stała kaflowa kuchnia.
- Szto?
Widziałem, że Neher chciał coś jeszcze rzec, ale machnął ręką postawił mi śniadanie na stole i poszedł zaznajamiać się z nową kuchnią, a przede wszystkim piekarnikiem. Słyszałem, jak mamrocze do siebie coś o ciasteczkach, ale zszedłem z sufitu i wypiłem podarowane śniadanie. Sam zacząłem zastanawiać się, skąd tu się wzięła ta kuchnia…

***

- Czy ja naprawdę muszę to robić?
- Ess. Zgłosiłeś się do IA? Zgłosiłeś. Chciałeś walczyć o coś ważnego? Walczysz…
- Ale ja miałem na myśli promocję na karpia…
- Bez dyskusji! Ty się ciesz, że kopytka niepodkute.
- Dobra… Ale czemu muszę walczyć z jakąś bułką?
- Bułą, debilu.

***

- Dajcie tu wódki, bo inaczej nie da rady!
- Jak to wódki? Przecież on jest ranny…
- Ja wiem, co go przywróci do życia…
- Wódki…
- A nie mówiłem?! Żyje! Dobra, dajcie jedną na drogę…

***

Podpierałem ręką głowę. Neher zaczął mi tłumaczyć taktykę na Igrzyska. Nie naśmiewaj się z przeciwników, rób uniki, wyczuj zamiary i przynieś w końcu broń na walkę… Ciężko było mi tego słuchać, ale postawił gąsiorek, więc nie mogłem nie skorzystać z tej okazji. Głowa mi się trochę kiwała, gdyż spać się mi chciało, ale on chyba myślał, że przyjmuję do wiadomości, więc w sumie na jedno wychodziło. Coś zaczął mówić, że po południu mam walkę, więc muszę się zbierać…

***

Obudziłem się na arenie.
- Teathe-di… Czemu mi to robisz…
Wymruczałem jeszcze parę wyzwisk i podniosłem się. Świat zaczął wirować na nowo. Podparłem się… Łukiem! Bogowie amoriońscy! Po raz pierwszy miałem przy sobie broń podczas walki!
- Do boju Ess! Juhu!
Yenka wywijała pomponami na trybunie. I mam wrażenie, że coś takiego widziałem już w innym miejscu, jakby czekało na mnie, żeby tylko wziąć ze sobą…
- Hajja!
Mój przeciwnik stwierdził, że zaatakuje mnie, kiedy patrzę na trybuny. Zrobiłem piruet, zdzieliłem go łukiem w potylicę i runął twarzą w piasek areny. Chyba uderzyłem go za mocno, gdyż nie wstawał przez dłuższą chwilę i ogłoszono moje zwycięstwo. Ogór rzucił we mnie butelką z wódką. Podłapałem doping, wciągnąłem cały na raz. Trybuny oszalały z radości. Mój przeciwnik podniósł się, zaatakował w podobny sposób. Tym razem chciałem go ustrzelić, ale że podczas celowania strzałą widziałem ich dwóch, stwierdziłem, że nie ma to sensu i zdzieliłem go w potylicę po raz drugi. Siedząc na barku Karda opuściliśmy arenę i udaliśmy się na tradycyjną popijawę do tawerny…

***

- Na brodę Heluvalda! Ess! Toż to jest najnowszy królewski model ekspresu do kawy z jedenastoma rodzajami ziaren!
Lysia wyciągnęła mnie spod stołu i zaczęłą tulić. Po reakcji żołądka odniosłem wrażenie, że chyba na kolację wstąpiłem jeszcze do gildii… Lys zaczęła nawijać o żarnach, kawie, bogowie wiedzą o czym jeszcze, a ja zacząłem się podejrzewać. Kojarzę te wszystkie przedmioty, ale skąd… Wiem, że szedłem tą dziwną ulicą, następnie skręciłem w tej jeszcze dziwniejszy zaułek… A tam właśnie było to! Już wi…
- ESS!
Wpadła na mnie Yenka i zaczęła tulić.
- TO SĄ NAJWSPANIALSZE POMPONY, JAKIE KIEDYKOLWIEK MIAŁAM.
Ciesząc się jej szczęściem, uśmiechnąłem się szeroko, będąc świadom tego, że droga do tych skarbów umknęła mi z mojego umysłu, kiedy na mnie wpadła. Ale uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, wiedząc, że będę mógł się spokojnie najebać, żeby znowu znaleźć się w odpowiednim miejscu. I może wtedy uda się mi przynieść…

***

Zrobiłem maślane oczka. Widziałem, jak Ins zawahała się podczas rzucania zaklęcia. To była moja chwila! Wpadłem w nią! Złapałem za nogę!
- Ess, co ty na bogów wyprawiasz?
Spojrzałem na nią z dołu. Chyba nie tego spodziewała się po mnie. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie, gdy stała z założonymi rękami i spoglądała na mnie.
- Ups?

***

- Wybacz Essiu, ale nie miałam wyboru!
Siedziałem odwrócony plecami z założonymi rękami.
- Przez ciebie musiałem oddać do prania kubraczek!
- Wiem, wiem… Ale w sumie już należało się mu…
Żachnąłem się i zadarłem hobbicki nos. Nagle obok mojego ucha pojawiła się oszroniona butelka wódeczki.
- No… Nie daj się prosić.
Złapałem butelkę w mgnieniu oka. Dłonie przymarzły mi do niej.
- No dobrze, nie mogę się na ciebie gniewać!

***

- Grt uprght jawn ortg!
Wszedłem do gildii i od razu taka informacja! Nie do uwierzenia po prostu! Spojrzałem od razu na szemrane ylfie towarzystwo. Miny mieli ściągnięte na kwintę. Czyli to nie oni… Usiadłem do wieczerzy z pozostałymi złodziejskimi kompanami. Rozmowa została zdominowana przez jeden temat…

***

- Ja ci kawałek łąki odstąpię za to.
Słyszałem, ale nie widziałem. Wolałem nie otwierać oczu. Pamiętam, że jak wróciłem do tawerny to słońce wschodziło. Chciałem spać.
- Essu! Zbudź się!
- Nie budźcie ze snu…
- Wstawaj, nie pier…
- Rógo!
- No co? On inaczej nie rozumie.
Przetarłem oczy, popatrzyłem w miarę nietrzeźwo i zobaczyłem kilka osób przed sobą.
- A to co? Interwencja?
- Nie.
- Skup się.
- Mamy do ciebie interes.
- Oho…
Czułem, że dzieje się coś nieciekawego. Oj, to nie może się dobrze skończyć…
- Musisz nam coś przynieść.
O, jednak luz.
- Dobra… Co to jest?
- Musisz zdobyć ko…
- Ins!
- No co? Aaa… Dobra. Kontynuuj, Neherku.
Zacząłem się podejrzliwie patrzeć na tego uzależnionego od ciastek gościa.
- Chodzi o pewien złoty kapelusz… Ale to nie jest aż tak istotne. Skocz do monopolowego, podobno promocja jest i można koronę jakąś zgarnąć.
- Tak jak od tej sieciówki z karkówkami?
- Tak, ale…
Wyleciałem jak z procy z tawerny. Złapałem tylko beczułkę i już mnie nie było.
Klanowicze stali w lekkim zdumieniu. Dopiero co Ess był ledwo żywy po sześćdziesiątej dziewiątej popijawie z rzędu, a tu pędzi traktem, że aż się za nim kurzy.
- Powiedzcie mi, że to debil… Proszę.
- A zrobi ci się wtedy lepiej?
- Pewnie.
- Tak, to debil.

***

- Bracie, słyszałeś o incydencie w Skarbcu Królewskim?
Obudziłem się. Trochę mi śmierdziało pod nosem, ale nie wiem czym.
- Na elfa z krasnoludzką brodą! Gadajże, co się wydarzyło!
- Po mieście chodzą plotki, że jakiś złodziejaszek włamał się do skarbca. Wszedł niepostrzeżenie, ominął straże i zabezpieczenia...
- I co, i co?
Ale mi się lać chce… Teathe-di! Ratuj!
- I podprowadził koronę samego króla! Szczwany lis znał słabości skarbca, ale to nie wszystko, Bracie. Następnego ranka zjawił się beztrosko w pałacu i oddał swoją zdobycz samemu Mahdiemu - skurczybyk przekradł do jego prywatnej komnaty.
Co za imbecyl...
- I oczywiście natychmiast Mahdi kazał pojmać złodzieja?
No nie inaczej, przecież w przeciwnym wypadku władca byłby...
- Wręcz odwrotnie... on go nagrodził!
...debilem. Westchnąłem głęboko. Wstałem, otrzepałem się, żeby jakkolwiek wyglądać i ruszyłem w stronę tawerny. Po drodze wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli, ale to pewnie dlatego, że spałem w rynsztoku. No nic, zdarza się. Wykąpię się ten raz.

***

Jak tylko dotarłem w pobliże, odniosłem wrażenie, że coś jest nie tak… W tawernie trwała jakaś zabawa. Podszedłem bliżej i jak mnie nie capną! Drą się wniebogłosy, a mnie kac przecież męczy. Coś tak krzyczą. Nic nie rozumie. Postawili mnie na podłodze tawerny.
- Brawo Ess!
- Wierzyliśmy w ciebie!
- Masz tu czteropak!
- Ty skurczybyku!
Stałem nieco otumaniony. Podeszła do mnie Ins z Neherem.
- Ej, a czy w plotce nie było, że zostawiłeś mu koronę?
- Ja nawet nie wiem, o co chodzi…
Neher popatrzył się na Ins z odpowiednim spojrzeniem. Wolną ręką sięgnąłem do głowy. Zdjąłem z niej… Koronę!
- Ess… Lepiej ją oddaj Mahdiemu. Gotów cię wtrącić do lochu.
Uśmiechnąłem się i wzruszyłem ramionami.

*****

Szczęście sprzyja złodziejom.
Wydarzenie:
Data: 19.12.2020, 00:01
Udało ci się wygrać 6648000 sztuk złota w Loterii Królewskiej. Gratulacje!

Bogactwa nigdy za wiele.
Wydarzenie:
Data: 01.12.2020, 00:01
Udało ci się wygrać 6042000 sztuk złota w Loterii Królewskiej. Gratulacje!

Rozrzutny się zrobił ten miedziany żydek...
Wydarzenie:
Data: 16.11.2020, 16:47
Gracz Neherignus (ID: 124), przekazał(a) ci 1 sztuk złota.

***

Wydarzenie:
Data: 28.06.2018, 19:12
Zostałeś zaatakowany przez Merthezeer (ID: 137) i nie zauważyłeś tego, gdyż piłeś piwo prosto z beczki. Straciłeś 53 cenne sekundy życia, w których nie piłeś.

Tak się walczy z nietoperzami na IA! Myślałem, że lepszy będzie, ale czegóż można po takim chucherku oczekiwać?
Esseral Brouver Hoog uniknął ataku Merthezeer
- Co Ty odpierda...
Merthezeer atakuje Esseral Brouver Hoog i próbuje wytrącić kufel z ręki
- Chyba naprawdę mocno uderzyłeś się w głowę...
Merthezeer uniknął chuchnięcia w twarz Esseral Brouver Hoog
- Chyba czas na drzemkę...
Esseral Brouver Hoog idzie spać!

Merthezeer zwycięża!
Merthezeer otrzymuje kufel piwa oraz 1 sztuk złota.


***

Wie, co dobre w takiej chwili...
Wydarzenie:
Data: 15.06.2018, 21:23
Gracz Neherignus o ID:227 przekazał(a) Ci chowańca Skrzynka Krasnoludzkiej Wódki.

***

He he.
Wydarzenie:
Data: 21.02.2018, 23:02
Gdy spokojnie przemierzałeś ulice miasta nagle poczułeś bliskość wampira. To Mroczna Caryca o ID: 2260. Szybko uchylając się od zębów, wbijasz w jego serce kołek osikowy.

Zaszczyt kopnął mnie (kopytkiem) ponownie.
siedzi dumny na beczce dynamitu i piwem
Wydarzenie:
Data: 11.02.2018, 16:37
Gracz Nithrom o ID: 127 dodał(a) cię do swojej listy przyjaciół.

Przynajmniej oddał.
Wydarzenie:
Data: 04.02.2018, 19:40
Gracz Brzydka i Pazerna Owieca o Różowej Wełnie (ID: 127), przekazał(a) ci 1 sztuk złota.

A to niewdzięczna owieca!
Wydarzenie:
Data: 04.02.2018, 19:38
Gracz Nithrom o ID: 127 usunął cię ze swojej listy przyjaciół.

Nawet miedzianym żydkom coś skapnie.
Wydarzenie:
Data: 04.02.2018, 19:12
Przekazałeś graczowi Neherignus o ID: 227 1 sztuk złota.

Owcom należy się zapomoga.
Wydarzenie:
Data: 04.02.2018, 18:51
Przekazałeś graczowi Nithrom o ID: 127 1 sztuk złota.

***

Na Teutatesa! Cóż za zaszczyt!
Wydarzenie:
Data: 16.01.2018, 19:42
Gracz Rógo Ynozsik o ID: 72 dodał(a) cię do swojej listy przyjaciół.

Ukochana!
Wydarzenie:
Data: 14.01.2018, 22:46
Poślubiłeś(aś) gracza o ID: 80. Możesz się rozwieść za: 14012018 sztuk złota. Połączył(a) was: Takeshia Aquila (ID: 40)

***

- W końcu w domu! – zakrzyknął, zamykając za sobą drzwi.
Wszedł do niewielkiego pomieszczenia, w którym naprzeciwko kominka znajdował się fotel bujany. Odłożył na półkę resztę dynamitu, której nie użył dzisiaj podczas karczowania lasu i zasiadł spokojnie. Odetchnął. To był ciężki, pracowity dzień. Poszedł do kuchni nastawić wodę na herbatę. Po drodze zdjął z siebie kubrak, który cały był obsypany resztkami kory i ziemi. Nastawił wszystko i wyszedł do wychodka za potrzebą. Siedział spokojnie, kontemplując sens życia, gdy nagle powietrze rozdarł potężny wybuch. Szybko ochędożył nieporządek, założył spodnie i wybiegł z wychodka. W miejscu domu ziała teraz ogromna dziura.
- Chyba woda za długo się gotowała – stwierdził, podnosząc z ziemi resztkę czajnika i odszedł.

Nie muszę jednak budować nowego domu. Teraz będę pilnować wody.
Wydarzenie:
Data: 29.06.2017, 09:26
Zostałeś zaproszony do domu przez Idarietta.

***

Marna z Ciebie krasnalka, ale gnomka na poziomie... Liczy się gest!
Wydarzenie:
Data: 06.06.2017, 22:17
Gracz Tess Lagnaram o ID:116 przekazał(a) Ci chowańca DYNAMIT.

Podstępna! Jednym browarem nic nie zdziała! Tu trzeba akt własności mieć. Przecie tak tanio się nie sprzedam. Pff.
Wydarzenie:
Data: 25.06.2017, 22:39
Gracz Tess Lagnaram o ID:116 przekazał(a) Ci chowańca BROWAR.

***

Va'esse deireádh aep eigean...