Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Nearghis Elessar (ID: 27)


  • Ranga: Szlachcic
  • Tytuł: Heros
  • Poziom: 279
  • Wiek: 3868
  • Rasa: Elf
  • Klasa: Mag
  • Charakter: Diaboliczny
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

Wydarzenie:
Data: 24.05.2017, 08:20
Klan Przymierze Krasnoludzkiej Faktorii przyjął twoją kandydaturę.

||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|||||||||||IIIIIIIII|||||||IIIIIIIII||||||IIIIIIIIIIIIIIIIIII|||
||||||||||IIIIIIIII||||||IIIIIIIII|||||||IIIIIIIIIIIIIIIIIII||||
|||||||||IIIIIIIII|||||IIIIIIIII||||||||IIIIIIIII|||||||||||||||
||||||||IIIIIIIII||||IIIIIIIII|||||||||IIIIIIIII||||||||||||||||
|||||||IIIIIIIII|||IIIIIIIII||||||||||IIIIIIIIIIIIIIIIII||||||||
||||||IIIIIIIII|||||IIIIIIIII||||||||IIIIIIIIIIIIIIIIII|||||||||
|||||IIIIIIIII|||||||IIIIIIIII||||||IIIIIIIII|||||||||||||||||||
||||IIIIIIIII|||||||||IIIIIIIII||||IIIIIIIII||||||||||||||||||||
|||IIIIIIIII|||||||||||IIIIIIIII||IIIIIIIII|||||||||||||||||||||
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||


Krasnoludzka Faktoria prowadzi rekrutacje. Zainteresowanych odsyłam do Zipo (ID: 99).

Igrzyskowy Pamiętniczek

Taką małą tradycją stało się już prowadzenie przeze mnie pamiętniczka Igrzyskowego. Ta era nie może być inna. Oby tylko starczyło czasu i chęci na opisanie wszystkich walk.

Dzień Pierwszy

To zawsze wielki dzień. Można powiedzieć, że czekam na niego całą erę. Pojawiają się wtedy wątpliwości: Czy jestem dość dobry? Czy mogłem się przygotować lepiej? Niestety odpowiedzi na te pytania nigdy nie napawają optymizmem. Nadchodzi jednak wielki dzień i nie można się już wycofać. Wszyscy uczestnicy zdają się być niecierpliwi, także na pierwsze dwie walki umówiłem się już pierwszego dnia, by mieć po nich czas na regeneracje. Moimi pierwszymi oponentami byli: Ziro i Hasser Brudnobrody. I w takiej właśnie kolejności przyszło mi się mierzyć.

Ziro

Tego zawodnika pamiętam z poprzedniej ery. Nie powiem - raz udało mu się mnie zaskoczyć tworząc postać trudną do zabicia ze względu na bardzo wysoką odporność. Tym razem obrana strategia wydawała się zupełnie inna. Ja również do walki przysposobiłem się inaczej. Chciałem możliwie szybko zaatakować i rozstrzygnąć walkę. Wiem jednak doskonale, że gdy staję się przed przeciwnikiem na arenie, słychać skandujący, żądny krwi tłum, każdy nawet najlepszy plan może spalić na panewce. Ziro jak na Elfiego Łowcę przystało do pojedynku stanął uzbrojony w łuk. Wiedziałem, że strzały są zatrute. Pojedyncze trafienie nie powinno jednak stanowić dla mnie zagrożenia. Ufałem też, że mój trening pozwoli mi uniknąć większości ataków. Walka jak to zwykle bywa rozpoczęła się od zaskoczenia. W ułamku sekundy po rozpoczęciu starcia w moim kierunku leciały pierwsze dwie, wystrzelone niemal równocześnie strzały. Szczęśliwie skupienie mnie nie zawiodło. Teleportowałem się w inne miejsce nim strzały zdążyły mnie dosięgnąć i natychmiast wyprowadziłem atak, rzucając zaklęcie. Tutaj miejsce miało drugie zaskoczenie. Ziro wcale nie czekał bezczynnie na pędzącą w jego kierunku potężną kulę ognia, wykonał błyskawiczny unik, przeturlał się i z przykucniętej pozycji wypuścił w moim kierunku kolejne dwie strzały. Jedna po drugiej. Mimo zaskoczenia i tym razem udało mi się zdematerializować nim strzały mnie dosięgnęły. Teleporty to bardzo zdradliwa technika. Tak naprawdę nigdy nie mam stu procentowej pewności gdzie mnie wyrzucą. Tym razem jednak teleport zadziałał niespodziewanie dobrze. Znalazłem się jakieś sześć stóp za plecami Ziro. Łowca był czujny i natychmiast zaczął się obracać w moim kierunku z napiętą już cięciwą łuku. Nie był jednak wystarczająco szybki. Kula ognia zdążyła już wystrzelić z moich rąk. Nie miała długiej drogi do przebycia i dość szybko napotkała cel. Zaklęcie było wypowiedziane pośpiesznie i nie zdążyłem w nie włożyć całej mocy, na pewno zabrakło koncentracji. Mimo to sam byłem zaskoczony jego efektem i spustoszeniem jakiego dokonało. Po nagłym rozbłysku i ciepłym podmuchu któremu towarzyszyło trafienie w cel, gdy opadł już dym moim oczom ukazała się wypalona ścieżka na końcu której, w płytkim kraterze leżały osmalone zwłoki. Uff... można było odetchnąć. Pierwsza walka Igrzysk przebiegła korzystnie, choć nie zabrakło w niej emocji.

Hasser Brudnobrody

Jeszcze do końca nie zdążyły opaść emocje po pierwszym starciu a już trzeba było szykować się na kolejne. Zawsze ciężko jest mierzyć się z klanowym druhem, ale tak to już jest w IA. Bratobójcze walki są na porządku dziennym. Przed walką uścisnęliśmy sobie dłonie i życzyliśmy powodzenia, ale z pewnością żaden z nas nie chciał trafić do lazaretu po tym spotkaniu. Walka z ciężkozbrojnym Krasnoludem nie ma nic wspólnego z walką z Elfim Łowcą. Tutaj szybkość nie była kluczowa. Liczyła się brutalna siła i moc rzucanych zaklęć. Nie wiedziałem ani jak silny, ani tym bardziej jak odporny na ataki może okazać się mój przeciwnik. Założyłem więc najgorsze. Na arenie stawiliśmy się niemal równocześnie. Jeden zmierzył drugiego srogim, groźnym spojrzeniem. Poprawiłem kostur w dłoni widząc jak Hasser mocniej chwyta swój topór. Trybuny na chwilę zamilkły. Staliśmy tak na przeciw siebie zdeterminowani i gotowi odesłać przeciwnika na tamten świat. Sędzia dał sygnał do walki i rozpoczęła się walka. Hasser z dzikim okrzykiem ruszył w moim kierunku, byłem jednak gotowy. Dwa potężne magiczne pociski w mgnieniu oka przeleciały wzdłuż Areny. Hasser płynnie uskoczył najpierw z lewej, później z prawej strony i dopadł do mnie z toporem w ręku. Byłem oczywiście na to gotowy. Topór przeciął powietrze, a dokładnie rzecz ujmując moje magiczne odbicie. Nim Krasnolud zorientował się gdzie się naprawdę znajduję udało mi się posłać w jego kierunku dwie kolejne kule ognia.
- Co to za kuglarskie sztuczki - warknął Hasser z łatwością unikając lecących w jego kierunku magicznych pocisków. Przez krótką chwilę mniej więcej tak wyglądała nasza walka. Hasser wyprowadzał ataki, jednak za każdym razem udawało mi się ich uniknąć. Sam niestety również miałem problem z trafieniem go. Przełom nastąpił przy trzeciej, może czwartej wymianie ataków. Wypatrzyłem sposobny moment, skoncentrowałem się i posłałem dość potężną wiązkę energii w kierunku Hassera.
- To tylko jakieś elfie farmazony. - skwitował krótko Krasnolud. I rzeczywiście mój atak nie odniósł żadnego skutku. Co tu się dziwić. Walczę w końcu z Barbarzyńcą. Oni nie wierzą w żadne czary, duchy, reinkarnacje, podwodne cywilizacje i inne takie sprawy. Na domiar złego atak ten wyraźnie zirytował mojego przeciwnika.
- Będziesz walczył czy dalej tylko organizował ten pokaz fajerwerków dla ubogich? - Szczerze powiem, że tego było już za wiele i dla mnie. Obaj ruszyliśmy ponownie do ataku i nastąpiła wymiana ciosów. Niestety mój następny celny atak odniósł identyczny skutek, choć w atak włożyłem niemal cała swoją energie. Hasser ponownie go okpił i wyprowadził potężny cios w moim kierunku. Tym razem mogłem polegać tylko na mojej magicznej osłonie bo nie miałem jak uskoczyć. Przez chwilę wydawało się, że osłona zatrzyma cios, jednak opór był niewielki i jedyne co udało się uzyskać to nieznaczne spowolnienie pędzącego w moim kierunku topora. Finalny cios który otrzymałem nie był bardzo mocny. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że będę w stanie kontynuować walkę. Po chwili jednak krew z czoła zalała mi oczy i padłem bezsilnie na kolana. "To już koniec" - ta myśl była ostatnim co zapamiętałem nim otoczyła mnie ciemność. Ocknąłem się dopiero w lazarecie. "Jak ja nie cierpię walczyć z barbarzyńcami" pomyślałem łapiąc się za zabandażowaną głowę. Tymczasem Hasser już tam na mnie czekał z kuflem krasnoludzkiego piwa. - Masz ylfie, zasłużyłeś. - Powiedział tylko z uśmiechem.