Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 16 lat
Nieco wyobraźni


Veena Thilwest (ID: 302)


  • Ranga: Szlachcic
  • Poziom: 50
  • Wiek: 906
  • Rasa: Gnom
  • Klasa: Mag
  • Charakter: Neutralny
  • Płeć: Kobieta


Profil gracza:

Wicked Game




Znajdziesz tu wulgaryzmy, a Veenę i Zadziora pozostawiono bez nadzoru. Zawróć, póki możesz.







Myślisz, że możesz zostać jednym z Nich?
Jesteś gotowy zaryzykować?
Ośrodek Niebezpiecznych Istot może stać się Twoim domem.
Szukaj Wiedźmy w jej rezydencji, odpowie na Twoje pytania, rozwieje wątpliwości.
Lub odprawi z kwitkiem.
Wszystko zależy od Ciebie.









If you say my name three times in the mirror
And you close your eyes, well I might just appear













Nie pytaj mnie o drogę,
bo znam tylko te,
które należy omijać.



Z węzłem pierwszym zaklęcie zaczynam
Veena Thilwest. Spytana, tak się zazwyczaj przedstawia, chociaż imię nie jest efektem poczucia humoru rodzicielki. Ta nazwała swą młodszą córkę Aira. Ładnie, prawda? Ale dziewczynie się nie podobało, ponoć zbyt pospolite, to też wymyśliła sobie nowe. Pod wpływem natchnienia w płynie wyszła Veena.

Z węzłem drugim w słowach prawdę zaklinam
Wygląda jak zwyczajny człowiek. Żadnych szpiczastych uszu, czy innych fanaberii. Czasem kogoś ugryzie, ale tylko z czystej złośliwości.

Z węzłem trzecim magia się rodzi
Liczy sobie dwadzieścia trzy lata, mimo to czasem wciąż zachowuje się jak rozpieszczona smarkula.

Z węzłem czwartym moc do mnie przychodzi
Czym zajmuje się Veena? Oficjalnie? Graniem ludziom na nerwach. I zielarstwem. Sprzedaje wszystko, wedle potrzeb. Od aromatycznych herbatek na przeziębienie, nalewek, czy innych wyciągów, po wszelkiego rodzaju maści i ziołowe lekarstwa.
Mniej oficjalnie? Ludzie nazywają takie jak ona wiedźmami. Robi trucizny, eliksiry miłosne, odpędza złe siły. Ponoć spiskuje też z demonami i tańczy nago w świetle księżyca, ale przecież to tylko głupie gadanie...

Z węzłem piątym zaklęcie ożywa
Drzewo genealogiczne tej rodziny jest tak niejasne, a stopnie pokrewieństwa pomiędzy poszczególnymi jej członkami skomplikowane, że wszelkie próby rozrysowania go przez najlepszych nawet kronikarzy skończyły się czymś co, kolokwialnie mówiąc, przypominało pawia po szalonej nocy. Warto jednak zapamiętać, że to największa patologia w krainie. Zwyrodnialcy, buntownicy, chamy i moczymordy, nie uznający żadnej świętości poza rodziną... A wśród nich też ta niewinna istotka. Tak! Vee.

Z węzłem szóstym magia napływa
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami. Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, a licho nigdy nie śpi stoi stara, ponoć nawiedzona rezydencja położona widokowo na skarpie nad bezkresem oceanu. Odgrodzona od świata nieprzystępnym lasem. Ponownie odżyła zajęta przez zwariowaną Wiedźmę i jej krzykliwą menażerię.

Z węzłem siódmym odpowiedź zdobywam
Dziewuszysko ma ciężki charakter. Na pierwszy rzut oka wygląda na osobę cichą, nieśmiałą i zamkniętą w sobie. To tylko pozory. Prawda jest taka, że Vee to dość nieprzewidywalna i zwariowana osóbka. Nigdy nie wiadomo co jej strzeli do rozczochranej. Jest niecierpliwa. Dobrze wie czego chce i chce to natychmiast. Ceni osoby szczere, mówiące to, co myślą, nawet jeśli miałoby jej to nie przypaść do gustu. Otacza się tylko garstką zaufanych przyjaciół, a dla nich gotowa jest skoczyć w ogień.
Łatwo się denerwuje. W jednej chwili kocha, w drugiej potrafi zwyzywać od najgorszych i posłać do wszystkich diabłów, ale jej złość nie trwa zwykle długo. Do tego wręcz uwielbia się droczyć, a uporu może tej pannicy pozazdrościć osioł jeśli w grę wchodzi kobieca duma. Z racji wieku - dość lekkomyślna, beztroska i zbyt ciekawska. Nie myśli o konsekwencjach swoich czynów, a to zwykle wpędza nieznośną pannicę w kolejne, często niebezpieczne kłopoty.
Na koniec, jeszcze jedno o czym trzeba wspomnieć. Nie znosi nudy.

Z węzłem ósmym z mym losem się łączę
Niewysoka istotka o aparycji przyjemnej dla oka. Zbudowana raczej oszczędnie, choć tam gdzie trzeba zaokrąglona. Zadbana i kobieca. Twarz ma drobną, o delikatnych rysach. Cerę jasną, jakby unikała słońca. Spojrzenie przyciągają oczy. Tak ciemne, że wydają się wręcz czarne. Lecz, gdy się dobrze przyjrzeć, bliżej im do barwy atramentu lub nocnego nieba. Patrzą na świat trochę zamyślone, nieobecne. Gęste, ciemne włosy sięgają za ramiona. Zazwyczaj ich nie spina, bo nie ma do tego cierpliwości.
Strój młodej wiedźmy jest dość wyzywający, ale też niebanalny i w miarę wygodny. Generalnie lubi się stroić i nawet podczas długiej podróży próbuje wyglądać nienagannie. Raczej nie nosi biżuterii i wyszukanych ozdób. Ceni prostotę. Umiłowała sobie kolor czarny i niezwykle rzadko można ją zobaczyć odzianą w inne barwy.

Z dziewiątym węzłem sukcesem czar kończę
o Jest koneserką trunków wszelakiej maści. W tej dziedzinie nie wybrzydza. Co naleją to wypije.
o Wykazuje kompletny brak orientacji w terenie. Bez mapy zabłądziłaby nawet we własnej sypialni. A i z mapą różnie to bywa...
o Walka też nie jest mocną stroną Wiedźmy. Co najwyżej przywali znienacka kuflem w karczmie. Tyle jeżeli chodzi o umiejętności bojowe. Za to szybko biega.
o Hobbystycznie zajmuje się swataniem. Niekoniecznie ze szczęśliwym zakończeniem.
o Lubi bawić się ogniem...








Vee czasami ma kota. Czemu czasami? Bo jak to kot, raz jest, a raz znika na wiele tygodni nie dając znaku życia. Woła na niego Zadzior. Jest duży, brzydki i ma paskudny charakterek. Wyskubany ogon to jego znak rozpoznawczy. Nie lubi nikogo, czasem nawet Veeny.

o


"Wiedźma bawi się na balu, a samemu w domu siedzieć trochę smutno. Zadzior zdążył upolować trzy pająki i jedną, tłustą muchę. Tylko ile można w ten sposób zajmować czas? Nie za długo. Kudłaty przyjaciel Vee uznał, że lepszym pomysłem będzie dotrzymać towarzystwa swojej pani. Nawet wbrew jej woli. Oczywiście tylko Veena w ten sposób widziała ich relację, bo sam kot miał na ten temat ciut inne spojrzenie. Ale mniejsza z tym. Przez uchylone okno zdołał wyślizgnąć się z mieszkania. Byłoby to o wiele łatwiejsze, gdyby jadł odrobinę mniejsze porcje, ale zimą trzeba dbać o sadełko, żeby nie marznąć. Każdy, szanujący się kocur o tym wie. (...)
Problemem okazało się wejście na salę balową. Bynajmniej nie z powodu czujnej obsługi, czy zamkniętych drzwi, o nie. Problem stanowiły zapachy dobiegające z kuchni! Jak tu przejść obojętnie, gdy tak kuszą pysznościami biednego koteczka o puściutkim brzuszku? Nie da się! Kocur przysiadł przed kuchennymi drzwiami chwilę obserwując zamieszanie panujące w środku. Coś mu się nie spodobało, i ewidentnie była w to zamieszana magia. A z tą, jak powszechnie wiadomo, zawsze są jakieś problemy. Ale... Wciągnął czarnym noskiem jakieś wyjątkowo apetyczne aromaty. Kaczka! Kaczuszka pieczona! I nie tylko! Pal licho magię, trzeba wykorzystać zamieszanie i coś podprowadzić. Kiedy znowu nadarzy się taka okazja? Na pewno nie prędko.
I tak rozpoczęło się polowanie..."








"Hej ho i butelka rumu! A potem była jeszcze jedna i prawdopodobnie kolejna. Może też jakieś podłe wino. Tego Veena nie pamiętała. W zasadzie budząc się w absurdalnie dziwnej pozycji i w absurdalnie nie wygodnym łóżku, nie pamiętała nawet jak się nazywa i gdzie jest, a co dopiero mówić o wydarzeniach wczorajszej nocy. Jednego była za to pewna. Razem z Mirwen zawitały przed południem do jakiejś portowej mieściny pełnej szmuglerów, piratów, złodziei i panienek o bardzo wątpliwych zasadach moralnych. Załatwiły sobie w karczmie pokój, przespały się i... No właśnie. Tu zaczynają się schody i spore luki w pamięci młodej wiedźmy.
Veena otworzyła posklejane powieki. A konkretniej tylko jedną i to z wielkim trudem. Takim przez duże „W”. Omiotła pomieszczenie zamglonym spojrzeniem – niczego nie poznawała. Czyli wylądowała w nie swoim pokoju. Niedobrze. Skupiła się. Zebrała wszystkie siły, jakie zostały w wątłym ciałku... I otworzyła drugie oko. Kurczę, nie pomogło, dalej wszystko było jej zupełnie obce. Na dodatek, czuła, jakby cała izba pływała. Coś okropnego! Nozdrza zalała ostra, kwaskowata woń alkoholu i czegoś, czego na chwilę obecną nie potrafiła sprecyzować. Została tak przez jakiś czas, podziwiając urodę drzwi po drugiej stronie. Wydawały się tak okropnie daleko. Zbyt daleko, żeby dała radę do nich dotrzeć, ale w końcu będzie musiała wstać. Wolała uniknąć spotkania z właścicielem tego barłogu.
- To na trzy – mruknęła pod nosem i już miała wstać... Ale nie wyszło. Drugie podejście też nie do końca się udało. Za to trzeci był dość owocny. Z łóżka wylądowała na podłodze, wprawdzie nie na nogach, ale widać postępy. Zdołała usiąść. Przetarła zaspane oczy, ziewnęła i przeciągnęła się jak kot. Wspominając o kocie, gdzie do cholery, zniknął Zadzior?! Veena jeszcze raz rozejrzała się po pokoiku, tym razem dokładniej. Jednak nie zniknął. Spał rozłożony jak naleśnik pod stolikiem w koncie. Chociaż jak tak na niego patrzyła teraz, to zdecydowanie bardziej pasowało określenie „pączek”. Kiedy on zdążył się tak spaść?! Czas ukrócić łakocie i zapewnić więcej ruchu.
Bardziej jednak od puszystego kocura, zastanowił dziewczynę jej własny strój. Problem polegał na tym, że to nie były jej ubrania. Spodnie?! Wysokie buciory? Do tego całe upaprane! Jakaś szmata zawiązana w pasie, koszula, która może wieki temu była biała, teraz przypominała raczej mapę świata i upiornie niewygodny gorsetowy pasek. Koszmar! Skąd? Jak? Kto?! Za dużo informacji na raz. Poczuła okropne mdłości, więc wstała i ruszyła do wyjścia. Żołądek jasno dawał do zrozumienia, że dłużej nie wytrzyma w takim stanie.
Kiedy otworzyła drzwi oślepił ją błękit nieba, a zaraz potem dosłownie nogi ugięły się pod nią. O ile to nie był sen, to zdaje się, że tym razem nieźle przegięła. Woda. Wszędzie woda. Aż po horyzont. Jakim cudem się tu znalazła i gdzie jest Mirwen? Odpowiedzi poszuka jak tylko...
- O nie... - zatykając usta dłonią podbiegła szybko do burty, wychyliła się i zwróciła wszystko, co jej organizm uznał za zupełnie niepotrzebne do szczęścia. Poczuła natychmiastową ulgę, chociaż oddałaby wszystko za możliwość przepłukania ust. W tym momencie poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu, podskoczyła jak oparzona, a kiedy się odwróciła zobaczyła wysokiego mężczyznę konkretnej postury. Nosił ogromny kapelusz, niechlujnie przystrzyżoną brodę, a zniszczona twarz była dowodem lat spędzonych na morzu. Wykrzywił paskudnie usta w osobliwym uśmiechu.
- No! Wreszcie królewna wstała. Czyżby zdrówko nie dopisywało? - zarechotał. – Aleście wczoraj popiły dziewuszki! Nie wiem czy moi ludzi byliby w stanie stanąć z wami w szranki – marynarz drwił z dziewczyny w najlepsze. A ona zupełnie nie rozumiała o czym on właściwie gada.
- Gdzie jest Mirwen? - spytała zupełnie ignorując jego wcześniejsze słowa. Miała kilka pytań, na które zdaje się tylko on mógł jej odpowiedzieć. A, że capił tak, że znowu czuła mdłości, to chciała załatwić to jak najszybciej.
- Mirwen? - mężczyzna spojrzał na nią pytająco. Ewidentnie nie słyszał wcześniej tego imienia, ale nagle jakby sobie o czymś przypomniał. - To ten pchlarz? Polazł z tobą spać. Szukaj go w kajucie.
Veena westchnęła zrezygnowana. To będzie ciężka rozmowa...
- Nie mówię o kocie. Gdzie moja siostra? Chcę z nią porozmawiać. I co się stało z moimi rzeczami? – ale najważniejsze pytanie brzmiało – właściwie co my tu robimy? Nic nie pamiętam.
- Jak to co? Płyniemy na Szmaragdowe Wyspy. Ta twoja siostra przedstawiła się jako Lisa, a ciebie jako Monę. Ładnie. Zapłaciła sowicie za twój transport, a drugie tyle mam dostać od ciebie słonko, po dotarciu na miejsce. Nic więcej nie wiem, ale dopilnuję, żebyś była w stanie zapłacić - wyszczerzył popsute zębiska w chytrym uśmieszku.
- Co to za bzdury? Po co miałaby... - do dziewczyny zaczęły docierać jakieś pojedyncze obrazy z wesoło spędzonego wieczoru. Oczywiście był alkohol, całe morze alkoholu. Były śpiewy, tańce, zdaje się, że grały nawet w karty w karczmie. Tylko z kim? Na Boginię! Przecież miały tego nigdy więcej nie robić! I o co chodzi z tym transportem?! Przecież nigdzie się nie wybierała! Tym bardziej na inny kontynent. Statkiem pirackim. Mirwen!
Wiedźmę zaczęła boleć głową i to bardzo. Potarła dłońmi skromnie, ale co innego przykuło jej uwagę. Dotykała boków głowy z coraz większym przerażeniem, bo w miejscach bujnej czupryny wymacała… No właśnie, nic nie wymacała! Ktoś niechlujnie wygolił jej włosy po obu stronach głowy, a środek zaplótł w warkocz.
- O nie! - załkała zrozpaczona szukając w zasięgu wzroku czegoś, w czym mogłaby się przejrzeć. Niczego niestety nie dostrzegła, a im bardziej dotykała swojej głowy, tym bardziej nie było na niej odpowiedniej ilości włosów. Kto ośmielił się zrobić coś takiego?! Tylko jedna osoba… - Nie, nie, nie! Tylko nie to! Mirw zabiję cię, przysięgam! Wypatroszę i nasikam na truchło! - krzyczała niemal ze łzami w oczach. Przykucnęła desperacko chowając twarz w dłoniach. Zupełnie nie przejmowała się tym, że robi z siebie niezłe widowisko, nie to było teraz ważne. Wszystko to wydawało się kompletną pomyłką. Koszmarem, z którego zaraz się obudzi. Pobudki jednak nie będzie. Jak się z tego wyplątać? Nawet jeśli dopłynie na te Zielone…? Turkusowe...? A niech to szlag! Wszystko jedno. I tak nie będzie mieć tam za co zapłacić! Musi coś wymyślić. Zdaje się jednak, że będzie mieć na to sporo czasu. "





"Kto by pomyślał, że oczęta panny Thilwest mogą być jeszcze większe. A robiły się. Z każdym kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez strażników coraz bardziej przypominały dwa spodeczki o chmurnej zawartości. I zbladła jakoś tak biedula słysząc, że przyjdzie jej zapłacić poczwórną stawkę. Po łzach i rumieńcach nie został ślad.
Szybko w głowie zrobiła rachunek. Nie sumienia - zysków i strat, ze zgrozą dochodząc do jedynego słusznego wniosku, mianowicie mogła trzymać tę cholerną gębę na kłódkę. Jeśli zakończy żywot nagle i zbyt wcześnie, pewnie to będzie przyczyną; za długi jęzor i skomplikowane połączenie między nim a mózgiem.
Czuła w ustach gorycz własnej głupoty. Już sięgała do torby szukać sakiewki. Niemrawo odrobinę i z ciężkim sercem, pocieszając się w myślach jedynie wspomnieniem min tych przerażonych durni. Jakże ulżyło pannicy, gdy z ust starszego mężczyzny padła oferta zapłaty. Może ten dzień nie był wcale taki stracony, jak zdążyła założyć chwilę wcześniej. Z zapałem damy uratowanej właśnie z opresji dziękowała mnichowi, nie mając mu nawet za złe naruszenia przestrzeni osobistej. Dostała się prędzej na prom? Dostała. Do tego bez uszczerbku na zasobności sakiewki. Pal licho już te modły. O ile jej piorun nie trzaśnie wprost z błękitnego nieba za bluźnierstwo, to jakoś przeżyje odmówienie jednego, czy dwóch paciorków.
Tatko siostrzyczek nie zaprzątał sobie głowy takimi pierdołami, ale już niania, z cierpliwością godną osoby świętej, próbowała wbić im do głowy więcej bogobojności. Skutek był mniej więcej ten sam, co przy staraniach uczynienia z nich dam. Poniosła kobiecina sromotną porażkę i pewno nie spoczywa przez to w spokoju. (...)
Jednak radość z zachowania głowy na miejscu szybko uleciała, gdzieś daleko za horyzont. Przeliczyła się dziewucha z tym jednym, czy dwoma paciorkami. Na domiar złego, przy załadunku były jakieś problemy. Wóz z drobiem prawie do wody runął, bo się ptaszyska rzucały, ale sytuację opanowano. Co nie zmienia fakty, że dla Vee było to baaardzo długie, całe półtorej godziny spędzone na powtarzaniu regułek kolejnych modlitw. Już chyba lepiej było żywot na brzegu zakończyć niż słuchać tych jęków. W życiu tyle się nie nadziękowała. Z każdą minutą tracąc na gorliwości i zapale. Bok to chyba jutro będzie mieć siny od szturchnięć księżulka. A ten raz, kiedy jej się przysnęło i zachrapała głośno, to już w ogóle zakrawał na znęcanie się. Słowo honoru, że prawie by mu oddał, ale w ostatniej chwili opanowała niestosowne zapędy. Tylko zmarszczyła gniewnie brwi recytując następną zwrotkę głupot o sprawiedliwości „pana naszego”. Liczyła na ciekawą rozmowę, a tu coś takiego ją spotyka. Nie ma co, niezłe widowisko.
Nawet Zadzior chyba wybaczył swojej pani rzucanie sobą, bo przywędrował w ich pobliże, wciskając swoje kocie dupsko w ciasny kącik między kilkoma skrzyniami. Chwilę cieszył oczy udręką wiedźmy, ale miarowe kołysanie fal sprawiło, że zasnął, śniąc pewnie o świeżej rybie podanej z miską śmietany. Jakże mu zazdrościła całą przeprawę. I miała ochotę tak słodko mruczącego wrzucić do rzeki.