Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Tiliana de Calliere (ID: 363)


  • Ranga: Mieszkanka
  • Poziom: 1
  • Wiek: 497
  • Rasa: Człowiek
  • Klasa: Złodziej
  • Płeć: Kobieta


Profil gracza:



⺿⺿ ⺿⺿


Imię: Tiliana
Nazwisko: de Callière
Wiek: 19 Lat
Rasa: Człowiek
Klasa: Złodziej
Stan Cywilny: Panna







A P A R Y C J A
Til. Na zapytanie jak wygląda odpowiedziałbyś jednym, jedynym słowem. Cudo. Zarówno ojciec, jak i matka obdarzyli swą córkę sowicie całą masą pięknych cech. Długie kasztanowe włosy otulały jej delikatną, jasną twarz. Zmysłowe usta, na których wciąż gościł nienachalny uśmiech, rozweselał wszystkich. Lśniące szafirowe, oczy złodziejki, niczym klejnoty otoczone wachlarzami ciemnych rzęs, były rozumne i z uwagą spoglądały na świat. Sylwetkę miała raczej zgrabną i szczupłą. Z racji tego, że była młoda, iście kobiece kształty nie zdążyły jeszcze na dobre się ustatkować. Dziewczę to miało bodaj paręnaście lat. Nieładnie jest pytać ile. Jak sama zechce, na takowe pytanie odpowie. Zwykle zobaczyć ją można ubraną w jasne sukienki, o pastelowych kolorach, zawiązywane z tyłu na cieniutkie rzemienie.

C H A R A K T E R
Til nie daje odczuć, że się boi. Sprawia wrażenie pogodnego lekkoducha, oddanego bez opamiętania planowaniu i zabawie.
Jest ona typem wiecznego dziecka, gusta ma subtelne i chce czerpać z życia wszystko, co najlepsze. Lubi być w dobrym nastroju. Poszukuje przygód i ma duże oczekiwania. Nastawiona jest na doznania szczytowe, tak jakby szampan, a nie krew, krążył w jej żyłach. Jest niepoprawną romantyczką, która w każdym człowieku widzi nadzieję, oraz miejsce na miłość. Marzycielka i artystka, ze skłonnością do sentymentów.
Tilka podtrzymuje przekonanie, że życie nie zna granic.
Zawsze można znaleźć w nim coś ciekawego. Strategią obronną tej kobitki jest planowanie przyszłości według różnych aspektów po to, by zwiększyć przyjemność życia, eliminując nudę i cierpienie.



⺿⺿ ⺿⺿

Dziewczynka pogrążona była we śnie. Nad nią wznosił się wysoki sufit. Dookoła - bielone po tysiąckroć i jeden raz ściany.
W domu rozległ się głośny trzask... Mogło to oznaczać tylko jedno: nowy kochanek matki właśnie wrócił.
Til instynktownie przewróciła się na łóżku. Miała ona sen niespokojny i jasnym było, że lada hałas może ja obudzić. I tak własnie się stało. Mała odetchnęła dusznym powietrzem dawno niewietrzonego pokoju i otworzyła oczy. W pokoju było ciemno, jedyne światło jakie można było zobaczyć to blask księżyca, który wpadał przez okna i rozpraszał mrok. Jej wzrok padł na łóżko siostry. Oczywiście było puste, żadna nowość. Westchnęła i pokręciła głową. Niepocieszona nagłym przebudzeniem, ociągając się wstała i przeciągnęła. Nie miała ochoty na spotkanie z najnowszym ojczymem, dlatego nie schodziła na dół. Wolała zaczekać na Yasandre w pokoju. Miała tylko nadzieję, że nic jej nie grozi.

Był wietrzny dzień końca lata. Słońce powoli kryło się za horyzontem, kończąc swą wędrówkę po niebie. Wokół panowała niemal zupełna cisza, zakłócana jedynie odgłosami strumyka, ptaków i jakichś zwierząt w oddali. Zamek furtki szczęknął i znajome odgłosy kroków otoczyły Tiliane.
- Ale z Ciebie uparciuch. Przecież wiesz, że nie mogę tu zostać - Yasandre zmarszczyła brwi, a na twarzy zagościł jej grymas cierpienia.
- Chodź tu - Opór Til zniknął w mgnieniu oka. Ze łzami w oczach tuliła swoją starszą siostrę, której właśnie ten wieczór miał być ostatnim w rodzinnym domu.
Nadchodząca noc miała być dla dziewczyny nieprzespana i męcząca, a w dodatku pełna gorzkich łez tęsknoty...
Yas będzie miała dobre życie.
Tak przynajmniej uważała ich matka. Siostra miała talent aktorski i wystarczy, że ledwie wyjdzie na scenę, zerknie na publikę zalotnym okiem, uniesie dłoń i rzeknie słowo na powitanie - już ujmuje męską część widowni, a w damskiej budzi podziw i zazdrość. Cała rodzina miała nadzieję, że dziewczyna będzie sławna, bogata i szczęśliwa. Jej siostra wierzyła w to całym swym, jeszcze małym wówczas sercem, jednak mimo to, oczy nie wyschły jeszcze przez kilka dni i nocy z kolei...

Bez ukochanej, bliskiej osoby, do której przywiązaliśmy się
przez pierwsze lata naszego życia trudno dalej funkcjonować. Człowiek zmienia się, gdy ją utraci i na zawsze pozostaje mu duchowa blizna...

Tiliana bez swej siostry wytrzymała trzy długie lata i najprawdopodobniej był to najsmutniejszy okres w jej życiu. Nie cieszyły ją już tak piękne kwiaty, dojrzałe owoce, a sukces strącenia przeszkody strzałą nie miał już tego samego smaku, co kiedyś, gdy Yasandre po udanym strzale Til potrafiła zatańczyć dla niej taniec zwycięstwa i radości odgrywając obok zabawną scenkę, która nieraz rozśmieszała obie do łez...

Nadszedł jeden z pierwszych dni wiosny, był wyjątkowo słoneczny, a nie pochmurny i wietrzny. Wszystko budziło się do życia, jak co roku. Dni stawały się cieplejsze, słońce coraz śmielsze. Jednak ono było inne niż zwykle. Inne dla Til. Wstało wtedy pełne nowości. I pragnień oraz marzeń, które już nie pukały grzecznie, lecz wdzierały się siłą do jej życia. Przyszła pora zmienić coś niezmiennego od lat, nadać nowy zapach wiatru o poranku, zmienić kolor pozornie tych samych gwiazd na niebie nocą...


Jedyne światło na sali nie padało tylko na nią, a męska część publiki nie rzucała czerwonych róż pod jej stopy, ani nie wykrzykiwała wyznań miłosnych, a tym bardziej nie wykrzykiwała pełnych pożądania nieprzyzwoitych propozycji. Wręcz przeciwnie. Sprawa miała się zgoła odwrotnie. Na fortepianie miała jedynie dwie świece, które zaledwie wystarczały, by oświetlić klawisze.Rozmawiać mogła ze sobą jedynie w duchu. Nikt do niej nie podchodził, nikt nie chwalił jej talentu. Na strojnej pokaźnych rozmiarów sali panował lekki szmer rozmawiających gości, pijących trunki i zajadających wyszukane przekąski. Nie był to szczyt marzeń Tiliany, lecz nie mogła narzekać. Niżsi od niej grywali już tylko w karczmach i to nie na fortepianie, a mniej szlachetnych instrumentach klawiszowych, o ile można tak nazwać te marne namiastki... Towarzystwo było doborowe, ważne osobistości, na ważnym przyjęciu. Wspaniałe okoliczności do długiej drzemki przy sztywnych niczym drewniane pale stworzeniach różnych ras.

- Pięknie grasz.
- Słucham? - Tiliana odwróciła się gwałtownie. Długie, kasztanowe włosy splecione miała w luźny warkocz. Na jej twarzy najpierw pojawiło się zdziwienie, potem dezorientacja, a wreszcie czujność. Słyszała swój przyspieszony oddech i szybkie bicie serca, które zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej, ze zdumienia i radości.
- Usłyszałaś to co powiedziałem, tylko nie chcesz w to uwierzyć - przerwał na moment - Nie wiem dlaczego - Uśmiech rozciągał się na jego pięknej twarzy, a kruczoczarne włosy opadały mu swobodnie na ramiona, zlewając się z płaszczem o tej samej barwie. Jego oczy były mlecznobiałe. Tak przystojnego młodzieńca, o niezwykle pięknych oczach, jeszcze nigdy nie widziała.
- Dziękuję - skwitowała i znów odwróciła się, jednak tym razem plecami i ruszyła żwawym krokiem. Po prostu ukrywała rumieniec.




Pssst






































Aww ;3