Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Lirael Theirin (ID: 392)


  • Ranga: Szlachcic
  • Poziom: 22
  • Wiek: 619
  • Rasa: Człowiek
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Stolarz
  • Charakter: Diaboliczny
  • Płeć: Kobieta


Profil gracza:



- Lubię gdy się błyszczą. Gdy ich kształt jest idealny, niczym nie zaburzony, a brzegi dokładnie dopracowane. Najlepiej gdy zarówno rewers jak i awers, nie mają żadnej skazy, a sama powierzchnia jest wręcz idealnie gładka, wiesz? - cichy, lekko śpiewny kobiecy głos, rozchodził się dookoła, na długo wibrującą i przyjemną nutą pozostając w uszach. Pomimo ostrego i charakterystycznego brzdęku upuszczanych monet, nadal pozostawał świetnie słyszalny, balansując na granicy szeptu i nieco podniesionego głosu. - Najlepiej, jakby wychodziły dopiero z mennicy i trafiały prosto do mnie - perlisty śmiech skwitował jej wypowiedź. Nie dodała nic więcej, uważnie przyglądając się mężczyźnie, który pochłonięty przeliczaniem pokaźnego stosu złota, stal lekko pochylony nad wysłużonym, drewnianym blatem, gdzieniegdzie nadgryzionym już zębem czasu, który dzielnie stawiał czoła kolejnym latom posługi. Ciemne dębowe drewno, mocno kontrastowało z rozłożonymi na nim stertami zwitków papierów, map, pustych i wypełnionych po brzegi mieszkach oraz małych skrzyneczkach z metalowymi okuciami na rantach. Pomimo pozornego chaosu jaki panował w zaciemnionym pomieszczeniu w istocie wszystko co znajdowało się za drzwiami tego pokoju stanowiło jasno i czytelnie nakreśloną pozycję w długich spisach, które mieszcząc się w pokaźnych księgach, stanowiły część nie małego majątku.
- Te brzydkie, weź oddaj...
- Lirael, litości... - zmęczony, niski głos należący do barczystego mężczyzny, który wodząc wzrokiem po pożółkłych stronicach kart, nie oderwał nawet oczu by zganić siedzącą opodal elfkę. Ta, jakby nigdy nic, nawijając na palec kruczoczarny lok, który w ciepłym świetle świec mienił się szmaragdowym poblaskiem, przechyliła lekko głowę w bok i taksując swoją stalowoszarą tęczówką wspólnika, westchnęła teatralnie.
- Te monety, zaburzają moje poczucie estetyki... Tak jak mówiłam, te złociutkie... - zamilkła jednak nagle, czując na sobie ciężar wzroku, jaki padł na nią niczym ołowiane pęta. Uśmiechając się nieco pobłażliwie, wstała, wolnym krokiem kierując się do jednego z małych stolików, który w przeciwieństwie do innych nie był pokryty ich wspólnym drogocennym inwentarzem, a miedzianą tacą, na której stał mały antałek wybornego słodkiego wina oraz trzy, drewniane kubki.
- Wszyscy bogowie, widzicie i nic z tym nie robicie! Pić wino w takich naczyniach, to conajmniej świętokradztwo i powinno być to karane...
- Już mnie los pokarał. Tobą. - zgrzyt zębów jaki towarzyszył jego wypowiedzi, nie zwiastował niczego dobrego. Tak samo jak szeroko rozłożone ręce, które zaparte o wiekową ławę, podtrzymywały dzielnie ciało opartego o nią mężczyzny.
- O! A to dobre. Zapomniałam już jak bardzo jesteś zabawny. Na swój dziwny, nieśmieszny sposób. Licz, licz, to nie mi przez palce ucieka życie.












Zamkowe korytarze, miały to do siebie, że echo niosło się w nich nad podziw dobrze, a najmniejszy chociażby szmer, słyszalny był wręcz z nieprawdopodobną wyrazistością. Wilgoć obłapiała bezwstydnie kamienne ściany, pokryte bogatymi kobiercami, które choć w małym stopniu miały ocieplić nieco wizerunek potężnego zamczyska. W tej części budynku, chłód kąsał dotkliwie, a jedyne źródła wątpliwego ciepła, znajdowały się za szczelnie zamkniętymi drzwiami, w postaci buchających wesołym ogniem kominków, o które w równym stopniu dbali wszyscy mieszkańcy zamku. Wszak nikt nie pragnął marznąć.
Oparta nonszalancko plecami o jedną z misternie zdobionych tkanin i ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, czekała aż wzburzone głosy możnowładców ucichną, a właściciel tego, który najgłośniej wypominał swoje rację znajdzie się na zewnątrz. Przeraźliwy trzask drewnianych skrzydeł, utwierdził ją w fakcie, że szybkie i energiczne kroki, przy akompaniamencie metalicznego dźwięku zbroi płytowej, należą nie do nikogo innego jak mężczyzny na którego czekała. Gdy ich oczy spotkały się, tylko jedne usta rozciągnęły się w ładnym, choć wystudiowanym uśmiechu.
- Dorrian, widzę, że cieszysz się na spotkanie ze mną, prawda? Słyszałam wszystkie miłe słówka które kierowałeś pod moim adresem. Zdecydowanie moim faworytem jest rozczłonkowanie i rzucenie psom na pożarcie. - przepełniony słodkim jadem głos elfki, był jedynym z tych, który pomimo przyjemnej barwy i samego tembru, sprawiał, że dreszcz, nieprzyjemnym szlakiem rozpoczynał swoją wędrówkę od karku i opadając, niknął w dole krzyża.
- Ty... - rosły mężczyzna wysyczał przez zaciśnięte zęby, mocno zaciskając palce na rękojeści przytroczonego do pasa miecza.
- Ja. Elokwentne przywitanie. Och, przestań już myśleć nad ciętą ripostą. Widzę ile wysiłku Cię to kosztuje, a ja, nieuprzejmie dodam, że nie mam na tyle czasu by na nią czekać... - odpychając się lekko od chłodnej kamiennej opoki, wolnym, zupełnie niespiesznym krokiem, zbliżała się do niego, miękko stawiając odziane w buty z wysoką za kolano cholewą, stopy. Całe jej odzienie, różniło się od tego w którym prezentowała się na codzień na królewskim dworze, tym samym podkreślając fakt pełnionej przez niej funkcji. Lekki skórzany napierśnik, gdzieniegdzie wykończony metalowymi płytkami i dodatkowymi warstwami skóry, dla lepszej ochrony, mocno obejmował pierś kobiety, jedynie dla fantazji pozostawiając wyobrażenie tego, co jest pod nim. Ciemno brunatne, dopasowane spodnie, ze wzmocnieniami na wewnętrznej stronie ud, wieńczyły jej dzisiejszy wizerunek, który zależał nie tylko od kaprysu, pięknej elfki, ale również sytuacji w której aktualnie się znajdowała. Nie miała broni, przynajmniej na widoku, lecz drapieżny uśmieszek który pojawił się na jej lekko trójkątnej twarzy wystarczył, by niewątpliwie zniechęcić do jakiej kolwiek konfrontacji.
- Nie ma słowa, które jest w stanie określić Ciebie i Twoją podłość...
- I dobrze. - ucięła ostro, słysząc jak szczęka Dorriana zaciska się z cichym chrzęstem w napadzie złości. - Nie ma takiego określenia, bo zbyt dużo ról jest na moich barkach by móc określić je tylko jednym właściwym verbum. Nadal nie rozumiesz tego, że będąc na świeczniku bardzo łatwo Cię strącić. Blask jaki od Was bije jest mdły i słaby. Tak bardzo poddatny na najmniejszy nawet podmuch i właśnie tutaj z pomocą ruszam Ja. - mówiąc to, była jednak śmiertelnie poważna, a jej oczy uważnie śledziły reakcje stojącego przed nią rycerza. - Działając z cienia jaki zaczyna się tam, gdzie kończy okręg waszego światła, jestem w stanie słuchać, widzieć, chronić i reagować gdy trzeba. Musisz pogodzić się z faktem, że każdy szanujący się król ma przy swoim boku nie tylko magów, wiernych rycerzy czy skarbnika, ale też i taka szarą eminencję, która kieruje wszystkim tym, czego Wy oficjalnie się brzydzicie, a po prawdzie jesteście bardziej żądni krwii jak ja... - monolog elfki, przerwał jednak szum pojawiającego się na korytarzu tłumu, który wylewając się z sali tronowej, szeptał podniecony. Pierwsze pojawiające się w holu postacie, nie zdołały jednak dostrzec z kim przyszło rozmawiać dumnie wyprostowanemu następcy tronu. Elfka korzystając z momentu nie uwagi, bezszelestnie odwróciła się na pięcie, znikając w chwili w której ten, odwróciwszy się przez ramię, z obawą spoglądał za siebie, nie chcąc by którykolwiek z możnych zobaczył go w tak gardzonym przez siebie towarzystwie.
- Jestem tu, dopóki Wasze interesy, idą w parze z moimi. - Lirael rzuciła pod nosem, dobrze wiedząc, że nie usłyszy jej nikt niepożądany i pewnie kierując się w stronę zaśnieżonego dziedzińca, zniknęła w cieniu zimnego, północnego poranka.









Jak każda kobieta, uwielbiała perfumy. Zarówno te, których kompozycja ciężką nutą osiadała dookoła by powoli i subtelnie rozwijać swój prawdziwy bukiet, jak i te, których delikatny akcent wręcz niezauważalnie otaczał przeźroczystym woalem. Słodkie, kwiatowe i piżmowe, nosiła na swojej wręcz alabastrowej skórze z dumą. Setki lat praktyki, nauczyły ją by do nałożenia perfumy odpowiednio się przygotować, a z samego użycia pachnidła, uczynić prawie, że rytuał kobiecości. Najpierw, należało natłuścić skórę olejkami o zbliżonej nucie zapachowej, by pozwolić zwiększyć doznania tego najważniejszego tembru, który mógł później grzesznie zdominować całą resztę. To nie odzienie miało być spryskane wonnym eterem, a skóra, zwłaszcza w tych miejscach, gdzie krew szumnie rozchodziła się po ciele, zabierając za sobą woń i niosąc ją dalej.
Przesada nie była zwolennikiem zapachu, stąd zależnie od sytuacji, rozpylała wokół siebie upajającą chmurę, by wejścią w nią i pozwolić osiąść jej, regularnie na całej sobie. Jednak gdy okazja wymagała zupełnie innego zagrania, nawet i sobą jako kartą przetargową, gęstę aromy, kroplami opadały na nadgarstki, szyję oraz zgięcia kolan. Jedynie czego nie mogła sobie odmówić, popełniając świadomie faux-pas przesady, to włosy, które zawsze przepełnione były zapachem który akurat na sobie nosiła.
Prawdziwy perfum, należał do rarytasów na które nie każdy mógł sobie pozwolić, co tym samym podkreślało wyjątkowość tego drogocennego atrybutu, do którego elfka miała słabość z która nie kryła się, ciągle poszukując nowych perfiumiarzy. Z doświadczenia wiedziała, że dzielą się oni na dwie grupy. Tam gdzie talent jest prowoderem wszystkich dzieł które wychodzą z pod ich ręki i tych drugich, świetnie znających się między innymi na alchemii i zielarstwie rzemielśników, tworzących nie gorsze wonne kompozycje, które w żadym stopniu nie umywały się do owocu prac, tych pierwszych.
Z biegiem czasu, nauczyła się dawać szanse każdej wonności, która z przemijającymi latami, mogła okazać się tym, czego własnie szukała.




Pisuję chętnie.
Przeciętna długość odpisu? Tyle co tekstu w profilu. Żartuje! Jeszcze więcej. Dobra, nieco mniej.
Od zamierzchłych czasów, po współczesność, jak najbardziej z podziałami na epoki historyczne. Plus oczywiście fantastykę - to ze mną rozpiszesz.
Nie umiem w Sci-Fi i postapo - nie urodził się jeszcze taki, który miałby tyle cierpliwości, żeby nauczyć mnie w takim świecie grać. Serio.
Wielbię ponad wszystko ortografię i interpunkcję.
Sesja? Tylko prozą.
Omawiamy szczegóły. Jak nie tu, to na Discordach.
Mam wachlarz swoich postaci, które kocham miłością szczerą i prawdziwą, ale mogę też stworzyć inną, odpowiadającą sesji.
Kapryszę i marudzę, ale mówię też śmieszne rzeczy.