Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Saron Erverli (ID: 530)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Poziom: 1
  • Wiek: 383
  • Rasa:
  • Klasa:
  • Płeć: Nieznana


Profil gracza:


*NC*


Od czego by tu zacząć? Witajcie Wszyscy, na wstępie zaznaczę iż nie jestem nowy w takowych grach, chociaż wpasowanie się w klimat pewnie chwile mi zajmie.
Posiadam IP zmienne co za tym idzie, prosiłbym o nie banowanie konta z uwagi na ,zaskoczę administrację, zmienne ip.
Przede wszystkim i w znacznej mierze będę się skupiał na grze fabularnej. Nie tylko na zabijaniu i mordowaniu.
Pozdrawiam i czekam na sesyjkę. Na koniec dodam, że obrazeczki poniżej nie maja na celu zbędnego upiększania mojego profilu, a maja za zadanie dać wyobrażenie o tym jak wyglądają przedmioty czy zwierzaki, które towarzyszą w podróży fabularnej mojego chopka**. No to chop do fabuły.


*Karta postaci*


Imie: Saron,

Nazwisko: Erverli,

Wiek: Elfie wiosny dawno przestał liczyć, ludzkich ma za sobą równo trzydzieści trzy,

Rasa: Elf z krwi i kości, chciałoby się rzec...,

Klasa: Wojownik, chociaż ciężko zdefiniować go jako
strzelca czy typowego szermierza.

Wzrost: Zwyczajny elf, lekko wyrośnięty mierzy bowiem 167cm,

Waga: Okolice siedmiu dużych worków z owsem czyli około 70kg,

Wiara: odkąd tylko świadom jest swych słów i czynów w duchowej podróży towarzyszy mu Karserth,

Na co dzień

Myśliwy, tropiciel, łowca, wolny strzelec i wszystkie temu podobne odmiany zajęć gdzie jego umiejętności i ekwipunek potrafi się odnaleźć. Nie lubi gdy mówi się o nim najemnik, gdyż nie bierze on zleceń, które godzą w jego zasady. Pomaga niewielkim wsiom, pojedynczym osobą, a także gildiom i klanom, które nie chcą bądź już zapomniały jak to jest ubrudzić się.

Charakter:

Zabójczy. Szczerze powiedziawszy to dobry chociaż mocno skryty pod grubym pancerzem milczenia i ogromnej nieufności względem drugiej osoby.

Umiejętności:

Z racji tego, że to elf półkrwi, i z łukiem w jego rodzinnej osadzie rodził się każdy maluch, twierdzi on, że strzelcem jest nieprzeciętnym wręcz wyborowym. Nieliczni powiadają o sztuce granej przez jego strzały i długi dębowy łuk ręcznie zdobiony. Ponadto zważywszy na fakt wieloletniej wędrówki Saron nabył jak twierdzi umiejętności we władaniu prostym długim mieczem. Wszystkiego dopełnia umiejętność posługiwania się sztylet spoczywającym w cholewie buta. Kilkukrotnie wyciągał go już z paszczy śmierci, dosłownie. Potrafi też pisać, czytać oraz liczyć, a przynajmniej tak mu się wydaję.


Wygląd fabularny:

Na wstępie warto wspomnieć o sylwetce woja, która niejednego krępego krasnala wprawi w zawrót głowy. Elf półkrwi z racji ciągłej wędrówki i tachania ze sobą sporego arsenału nieraz pieszo nabrał znacznej tężyzny fizycznej, która współgra z jego niecodziennym wzrostem oraz jakby się mogło złudnie wydawać dużą wagą. Wzrost, szybkość czy zręczność to cechy wrodzone, dwie ostatnie Saron nieustannie szlifuje aż po dziś dzień, wytrzymałość oraz kondycja to cechy nabyte, które Erverli trenuje przy okazji kolejnych wypraw i przygód.

Wojownik ma siwe, długie do ramion luźno opadające na plecy włosy oraz trzydniowy zarost w kolorze włosów. Twarz muśniętą słońcem, blade nic nie mówiące spojrzenie o jasnozielonych oczach, kilka starych jak on blizn, oraz jedną świeża idącą od lewego oczodołu w dół aż po koniec policzka. Nierozłącznie na szyi spoczywa jego amulet, srebrna lwia głowa z rubinami zastępującymi oczy. W czasie wolnym czytaj w mieście, spaceruje ubrany najczęściej w białą jedwabną koszulę z długim rękawem, które podwija do łokci. Na górę zakłada czarną skórzaną tunikę do kolan, która wyposażona jest też w obszerny kaptur. Przepina ją czarnym szerokim pasem przy, którym widać dwa kołki osikowe. W czasie wyprawy chociaż zdarza się i w tawernie, że między koszulą a tuniką znajduje się jego podwójnie skórzana pikowana zbroja z metalowymi wstawkami wzdłuż grzbietu oraz na przedzie osłaniając głównie front torsu Erverliego. Zbroja chociaż wysłużona to ciągle w dobrym stanie, owy pancerz z uwagi na materiał oraz dbałość i jakość wykonania nie krępuje ruchów elfa. Przedramiona osłaniają skórzane karwasze, które na wierzchniej stronie obite są żelaznymi tlenionymi na czarno wstawkami, ponadto w zależności od sytuacji Elf ubiera czarne skórzane rękawiczki. Spodnie skórzane również koloru czarnego, a uda oraz golenie ochraniają wszyte profilowane metalowe wstawki. Skórzane buty nad kostkę zapewniają stabilność i mobilność wojownika zarówno w pieszych jak i konnych wędrówkach.
Uzbrojenie mężczyzny to niemały arsenał wiec ważne jest jego racjonalne i optymalne rozmieszczenie. Długi, dębowy, ręcznie zdobiony łuk spoczywa na plecach wojownika przytroczony dzięki skórzanym paskom, które umożliwiają jego ściągnięcie w przeciągu mgnienia oka. Kołczan dwudziestu ręcznie robionych strzał spoczywa przypięty do pasa w okolicy lędźwi pod kątem, grotami w dół tak aby strzelec mógł równie szybko co po łuk sięgnąć po strzały.
W czasie konnej podróży luk i strzały wraz z dodatkowym jednym kołczanem spoczywają przytroczone do siodła konia, również dzięki systemowi błyskawicznie odpinających się zamków i zaczepów umożliwiają skorzystanie z nich podczas jazdy podobno nawet w galopie.
Długi stalowy obusieczny wysłużony półtorak. Wnioskować to można chociażby po zużytej już rękojeści. Ostrze nie jest dłuższe niż siedemdziesiąt centymetrów. Dzięki długości wojownik opanował posługiwanie się nim jednorącz. Posiada krótki idący ku górze jelec bez wyjątkowych ozdób. trzon obity dębowym drewnem dla jeszcze dokładniejszego wyważenia owinięty tlenionym na czerwono jedwabiem tak by ostrze było niczym innym jak przedłużeniem ręki dzierżącego go wojownika. Głowica zakończona jest lwią głową. Na zbroczu ostrza widnieje kuty ręcznie posrebrzany napis najpewniej w jednym z zapomnianych już języków elfów.
"*Et leonis in vel ovium*."
Ostrze spoczywa po przeciwległej stronie pleców względem łuku, w skórzanej prostej pochwie.
Wszystkiego dopełnia krótki, najpewniej elfi, ręcznie zdobiony sztylet, który umiejscowiony jest z boku cholewy lewego buta. Po dłuższej obserwacji idzie dostrzec prostą rękojeść oraz głownie sztyletu. Duża skórzana torba, w której znajduje się kilka bliżej nie zidentyfikowanych fiolek najpewniej eliksirów. Suchy prowiant na kilka dni. Ciemnozielony płaszcz za kolano, pochodnia z hubką i krzesiwem by rozpalić ogień. Torba najczęściej przytroczona jest do siodła Perusa.

łuk

miecz

sztylet

ubiór


Kompani:


W podróży towarzyszy mu jego trzyletni ogier maści kary o imieniu Perus oraz wilk, który jest z nim od szczenięcia o szaro-śnieżnym futrze wabiący się dźwięcznie Bau. Kilku jego byłych kamratów opowiada też o wyrośniętym sokole, który niejednokrotnie widziany był na ramieniu Elfa, a ten miał go wołać Grot.



Perus,



Bau,



Grot,




*Historia postaci *


-Erverli psia mać, znowu zaspałeś. Wstawaj obiboku.-
Ciężki niski głos rozbiegł się po niewielkiej izbie, w której blade światło dawał jedynie już tylko tlący się żar w kominku. Po chwili ciszy, spokojny męski głos rozszedł się po całej izbie.
-Stary a głupi...-
Wywołany wcześniej Erverli zwlókł się z łóżka, skierował pod komodę na której stała misa z lodowatą już wodą, przemył twarz i zaczął się przygotowywać najpewniej do wyjazdu.
Obaj mężczyźni po dłuższej chwili w pełnych ekwipunkach byli już w siodłach koni, które najpewniej musiała oporządzić już wcześniej postać z ciężkim niskim głosem.

Mrok, mrok i jeszcze raz mrok. Nie był to jednak środek nocy ani świt. Podróż rozpoczęli na styku tych dwóch zjawisk. Gwiazdy i księżyc mieniły się delikatnie, a z drugiej strony lada moment zacznie wyłaniać się słońce, to w tym przejściowym okresie noc jest najciemniejsza, a spokojna cisza lasu dociera do najgłębszych zakątków duszy, to właśnie harmonia idealna, doskonała takowe to myśli oplatały teraz głowę młodego Elfa.
-Młody Ty znowu swoje? Skończ się uśmiechać pod nosem do jasnej cholery i nasłuchuj, lada moment powinniśmy być na miejscu.-
Tępy jak zardzewiały nóż głos rozdarł i jednocześnie zakończył rozmyślania młodego elfa, który zgromił wzrokiem kompana. W ten sam czas, do uszu Sarona dobiegł z oddali jakby tłumiony ryk choć nie do końca był wstanie określić dokładnie jak owy dźwięk brzmiał.
-Słyszałeś?! Są na wschód od nas.-
Elf spiął łydki i pognał konia w stronę z, której dobiegł owy dźwięk. Drugi mężczyzna ruszył zaraz za swym kompanem. Po chwili jazdy w galopie, oczom obu mężczyzn ukazała się potworna scena. Rozszarpane, rozćwiartowane, rozrzucone po polanie truchło stada wilków. Masakra, która rysowała się przed oczyma Erverliego zaburzyła jego wewnętrzną równowagę, mężczyzna zsunął się z siodła i ruszył przed siebie. Każde zwierzę było rozszarpane na pół, a niektóre z nich miały urwane łby. Elf rzucił cicho pod nosem jakby do siebie,
-nawet nie próbowały walczyć, co gorsza nawet nie uciekały-
Drugi, starszy mężczyzna odparł na słowa młodego kompana,
-przynajmniej wiemy, że jesteśmy w dobrym miejscu.-
Postać o niskim ciężkim głosie, spoważniała i nie odrywając wzroku od truchła rozszarpanego przed sobą robiła się jakby na twarzy z każdą chwilą coraz bardziej poważna. Patrząc na elfa przed sobą rozpoczął w głowie batalie z myślami czy młodzian aby podoła wyzwaniu, które mimowolnie właśnie się rozpoczęło, z rozważań wyrwał go cichy jakby jęk bądź szczek, zanim się spostrzegł Erverli był już w miejscu skąd dobiegł owy dźwięk.
-Mistrzu spójrz!-
Elf rękoma przesunął rozszarpane w pół ciało wilczycy pod którym jego oczom ukazało się no właśnie...
Szczenie wilka drżące i kulące się w kłąb, całe we flakach i krwi jego matki, która najpewniej żeby chronić je przed oprawcą instynktownie rzuciła się na szczenie, czym ocaliła mu życie.
Ciężki niski głos, jakby z uwagi na sytuacje nieco się rozgrzał,
-brawo młody będziesz od dziś wilczą mamusią.-
Starszy kompan Erverliego założył jakby z góry, że elf nie pozbawi życia szczenięcia tylko dołoży wszelkich starań aby wilk przeżył. Na ruch Sarona nie trzeba było długo czekać, bez dłuższej chwili namysłu wytarł z grubsza flaki i krew, które zabrudziły jeszcze puch a nie futro szczeniaka i wsadził malucha do torby przytroczonej do siodła swego konia, usiadł w siodle i skierował swój wzrok ku swemu kompanowi, który coraz bardziej kreował się na mistrza czy też nauczyciela młodego elfa.
-Ruszajmy za śladami, mamy teraz szansę zaatakować.-
Starszy mężczyzna spojrzał na młodziana,
-Nie zapominaj o tym jak cienka granica dzieli ofiarę od myśliwego.-
Chwila ciszy przeszyła polanę, a na twarzy kompana Sarona rozegrała się bitwa z myślami,
-ruszajmy, jednak zero Twojej złudnej fantazji bo skończymy jak to stado robisz dokładnie to co Ci powiem! Jasne.-
Elf jedynie skinął głową w stronę mężczyzny na znak, że zrozumiał, i obaj ruszyli za śladami w głąb lasu na końcu polany.
Cdn...