Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Peliki Bystry (ID: 650)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Poziom: 33
  • Wiek: 89
  • Rasa: Elf
  • Klasa: Łowca
  • Charakter: Neutralny
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

Chłop przyglądał się z konsternacją na stróżki ciepłej krwi zalepiające powieki leżącego na ziemi. Ból głowy stawał się niemalże namacalny i zdawać się mogło, że stojąca nad chłopakiem postać jest uosobieniem cierpienia.
-Wstawaj, cholera. - Mężczyzna wyraźnie starał się zachować spokój, choć ton jego wypowiedzi był daleki od spokojnego.
- Co się...
- Z konia spadłeś, młody.Twój kasztanek pobiegł tam, o, w te knieje. - Ostry wcześniej ton głosu wieśniaka nieco zelżał. - Chodź, opatrzymy ci rany.
Peliki wstał, wsparty przez silne ramiona chłopa.
- Witaj w Amorion - rzekł nieznajomy.

*


Wieczorny wiatr giął wysokie drzewa. Drewniane ściany domku nie były w stanie powstrzymać płomienia świecy od zgaśnięcia. Było zimno.
Peliki westchnął i przysunął stołek bliżej kamiennego kominka. Przez chwilę przyglądał się tańczącemu wewnątrz ogniowi, by po chwili sięgnąć za poły ciepłej kurtki, gdzie znajdował się jego dziennik. Nie odrywając wzroku od pustej strony, zamoczył pióro w atramencie...

*


"Od czasu wypadku mija dziś siedem dni. Dwa pierwsze spędziłem pod czujną opieką pewnej chłopki, która na przemian opatrywała moje rany oraz mnie karmiła. Z początku nie dopuszczałem jej do siebie. Nie pozwalała mi na to elfia godność lub zwykła głupota. Dałem za wygraną dopiero wtedy, gdy poczułem, jak prawe oko rozdziera mi twarz palącym bólem. Kobieta natychmiast nasączyła ścierkę octem i wywarem z ziół Nutari i przyłożyła mi ją do rany, co pomogło niemal błyskawicznie. Drugiego dnia ból całkowicie ustał.
Powiadają, że widziano, jak spadam z konia. Głupia szkapa! Musiał przestraszyć ją lis, przebiegający drogę. W tych okolicach jest ich pełno. Mężczyzna, który jako pierwszy udzielił mi pomocy, posłał kilku chłopów w pościg za moim wierzchowcem. Później oznajmiono mi, że kasztanka zaplątała się w łowieckie sidła, a juki rzekomo miały zniknąć bez śladu.
Tak zatem zostalem bez niczego. Pod koniec mojej przymusowej wizyty w domu chłopki, dostałem od niej ser, trochę chleba i kilka złotych monet, bym mógł spokojnie wyżyć kilka dni.
Dnia trzeciego zacząłem budowę schronienia. Wybrałem miejsce oddalone od głównego traktu kupieckiego, lecz na tyle blisko miasta, bym w razie potrzeby nie musiał nader trudzić się wędrówką. Tak też spędziłem pozostałe dni. Na przemian polowałem i budowałem moją skromną chatkę. A wszystko sprowadza się do chwili obecnej, kiedy siedzę przy dogasającym ogniu i czuję, że burczy mi w brzuchu."


*


Kilka lat wcześniej:

- Nic nie widzę - szepnęła Jucha, mrużąc zielone oczy. - Chyba musisz iść pierwszy.
Peliki westchnął i wystąpił na przód. Faktycznie, niewiele było widać, lecz na tym etapie wędrówki nie mogli się już cofnąć.
Od kilku dni ze zmiennym szczęściem tropili grupę grasantów, którzy odpowiedzialni byli za szereg mordów na chłopach w okolicznej wsi.

Ofiary znajdowano porzucone w krzakach i na torfowiskach. Kilka z nich wyłowiono z rzeki. Każde z ciał było okaleczone. Drezenko - wioskowy głupek - został znaleziony bez nóg w kępie jeżyn tuż obok drogi, jego kolega, zwany przez wieśniaków Owczarzem, kilka dni później został pozbawiony prawej dłoni i porzucony w polu.
"Musi klątwa" - gadały chłopki między sobą, karmiąc kury.
Tymczasem Peliki zawitał do wioski i wraz z towarzyszką zatrzymali się w tawernie. Tam też opowiedziano im o sprawie. Zaintrygowana Jucha natychmiast chciała obejrzeć ciała ofiar, które jeszcze nie zostały spalone.
Wyśmienite oko i lata tułaczego życia nauczyły ją, w jaki sposób identyfikować pochodzenie ran. Toteż po dotarciu do tymczasowej kostnicy, jaką stał się dla mieszkańców stary spichlerz, stwierdziła:
- Ciała są pokryte śladami ugryzień. Zostały okaleczone przy użyciu zębów oraz tępych narzędzi.
- Musi wąpierz albo co innego zalęgło nam się w lasach. - Głos stojącego za nią chłopa drżał z przerażenia.
- Nie - rzekła Jucha, wciąż wodząc wzrokiem po ciele ofiary. - Najprawdopodobniej jest to sprawka Jaszczuroczłeka. Lub kilku. Te kikuty świadczą o tym, że kończyny zostały odgryzione z wielką siłą, za to drobne rany, wyglądające jak ślady po użądleniach, to efekt bolesnych ugryzień. Mało jest na świecie istot, które w równie barbarzyński sposób obchodzą się z ofiarami.
Chłop głośno przełknął ślinę.
Po krótkiej naradzie Peliki i Jucha zgodzili się wytropić domniemaną bandę sprawców.

Tak też znaleźli się w jaskini daleko na zachód od wioski. Mieli podstawy przypuszczać, że grupa Jaszczuroczłeków wie, że jest śledzona.
Peliki zrobił krok na przód, zanurzając but w brudnej wodzie. Jucha podała mu pochodnię.
- Ostrożnie - szepnął elf.
Powoli zaczęli przemieszczać się w głąb jaskini. Wątły płomyk, tańczący na czubku pochodni, dogasał. W momencie, kiedy wypalił się do końca, pochłonęła ich ciemność.
- Złap mnie za rękę - powiedział Peliki. Jego elfie oczy były w stanie zobaczyć o wiele więcej niż ludzkie.
- Jak właściwie zamierzamy walczyć? W tej ciemności nic nie widać.
W jednej chwili wśród kamiennych ścian jaskini rozległ się potworny ryk. Następnie Peliki poczuł lekki podmuch, pochodzący zza jego pleców, a w jego nozdrzach zatańczył mdlący zapach gnijącego mięsa.
Odskoczył w bok i momentalnie wypuścił strzałę, celując na oślep. Chybił. Potężny jaszczur zbliżył się i jednym zwinnym ciosem ogona, wytrącił Juchę z równowagi. Dziewczyna upadła. Przerażony Peliki napiął cięciwę i posłał w stronę bestii serię strzał. Potwór poległ, zwalając łuskowate cielsko na ciało Juchy. Elf, czując nagły przypływ adrenaliny, podbiegł do leżącej na ziemi ukochanej. Za późno. Nim potwór rozstał się z tym światem, zdążył zatopić kły w ramieniu Juchy, miażdżąc je doszczętnie. Spod skórzanego pancerza dziewczyny lała się krew.
Peliki upadł na kolana i płacząc, ucałował dłoń Juchy, gdy ta wydawała ostatnie tchnienie.