Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Kergis Tenverte (ID: 87)


  • Ranga: Szlachcic
  • Poziom: 105
  • Wiek: 3206
  • Rasa: Krasnolud
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Górnik
  • Charakter: Neutralny
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

STOP klonom


Diamentowe Konsorcjum


Gra fabularna


Wygląd


Ma trzydzieści pięć lat, choć wygląda na trzy, cztery mniej. Czarne włosy, średniej długości trzyma swobodnie, w żaden sposób nie upięte. Lekko opalony, o mocno ogorzałej twarzy, prawdopodobnie często podróżuje. Raczej szczupły. Ma brązowe oczy i dość przyjemną aparycję.



Ubiór


Chodzi w koszulach, zapinanych lub też nie, o jasnym odcieniu, zazwyczaj jednak w białym kolorze. Na to zakłada kamizelkę, kaftan, dublet czy też inny lekki odziewek, najczęściej w jakimś odcieniu błękitu. Jeżeli chodzi o spodnie, to w ich przypadku stara się łączyć styl dworski z polowym. Wyrabiane z dobrych i mocnych materiałów, zwykle barwy szarej. Buty wysokie, z ciemnobrązowej skóry. Resztę stroju dopełnia szeroki, jasnobrązowy pas z wiszącym u niego jednoręcznym mieczem. Zdarza się, że do tego ubioru dochodzi jeszcze błękitna peleryna i czarny kapelusz.



Charakter


Jest człowiekiem, którym często kieruje pragmatyzm, a nawet oportunizm. Jak sam twierdzi, większą część życia spędził i zapewne dalej będzie spędzał, dbając wyłącznie o własne wygody. Znajdują się jednakże tacy, zwykle ci, którzy pobyli w jego towarzystwie trochę dłużej, którzy twierdzą, że jego zachowanie to tylko fasada dla czegoś głębszego, prawdziwszego. On sam, gdy coś takiego słyszy, zbywa to żartem czy choćby uśmiechem, zapewniając, że jest wręcz przeciwnie.



Historia



Ród Tenverte

To jeden ze starszych rodów na wschodnich ziemiach królestwa. Członkowie rodu zwykli przodować w jednym z rodzajów rzemiosła - jubilerstwie. Ostatni obecnie z żyjących członków rodu, Kergis, podobnie jak jego pradziadek Aevirs, dziadek Grien-Arnon i ojciec Merdenus, posiadł olbrzymi talent do tworzenia niezwykłych, można by rzec niespotykanych, wyrobów - pierścieni, medalionów, kolczyków, wisiorków i innych elementów biżuterii.
Po śmierci Merdenusa Tenverte, Kergis, jako ostatni z rodu, sprzedał wszystko, co pozostało mu z rodzinnego majątku i wyjechał ku centralnej części królestwa.

Na tym kończy się krótka notka historyczna, mieszcząca się w starym, podniszczonym dzienniku.

Jego pradziad, dziad i ojciec byli znakomitymi jubilerami, a on sam przez jakiś czas kontynuował rodzinne tradycje do czasu, gdy najzwyczajniej w świecie znudziło mu się to. Zawsze lubił mocny alkohol i piękne kobiety. Dlatego też postanowił spędzić resztę życia na zabawie. Przeliczył się, zapominając o trzeciej ze swoich słabości - grze. Podczas jednej z growych sesji przegrał lwią cześć swojego majątku. Wtedy też postanowił skończyć ze swoimi słabościami..., przynajmniej częściowo, bo całkowicie nigdy mu się to nie udało, i wrócić do zawodu, choćby na jakiś czas...





******


- Kto to jest? - Zapytał swego sąsiada, podnosząc kufel piwa.
- Co...? Ten? - Sąsiad wskazał ruchem głowy mężczyznę, który prawdopodobnie nie skończył jeszcze trzydziestu lat. I który przed chwilą wszedł właśnie do przybytku.
- Ano ten, Gridrigu. Widziałem go tu już raz...
- Taak... - Gridrig podrapał się w szczecinę pokrywającą mu twarz, zastanawiając się przez moment.- Nazywa się chyba Tenverte... Tak na pewno. Tenverte. Kergis Tenverte. Mówią, że to jakiś możny, który przybył z krańców królestwa. Złotnik czy jubiler. Coś takiego. Nie wiem dokładnie. Pewne jest to, że lubi się zabawić. Tak ludzie gadają. Zresztą nie dziwię się. Dobrze wypić i kobietę jaką przytulić każdy chłop lubi... Oczywiście jak się ma za to czym zapłacić. Dobrze mówię. Nie?- Zarechotał, kończąc opowieść na temat przybysza swą jednoznaczną refleksją na temat pragnień tutejszych mężczyzn.
- Ano tak... - Odpowiedział mu jego kompan, bynajmniej nie zarażony jego entuzjazmem.- A po co tu przyjechał? Wiesz coś może?
- Ponoć tylko przejazdem. Zatrzymał się w wiosce, co by dać nogom zmęczonym odpocząć i dla kurażu zrobić parę łyków czegoś mocniejszego.
- Ano tak... - Towarzysz Gridriga pokiwał głową w zrozumieniu.


******


Przesunął dłonią się po czarnych, zmierzchwionych włosach. Mimo skutków wieczornej, a także nocnej, zabawy, jego twarz zachowywała przystojne rysy. Zapiął spodnie i sięgnął po koszulę. Szybko ją na siebie wciągnął. Ciało mężczyzny, widocznie kiedyś dobrze umięśnione i zadbane, teraz wyglądało na trochę zapuszczone. Ale i tak dalej mogło się podobać. Męcząc się z ostatnim guzikiem, bezwolnie przeniósł spojrzenie przed siebie, na rozbawioną twarz młodego, może czternastoletniego młodzienca.
- No i z czego się cieszysz?! - Warknął w jego kierunku.- Może podzielisz się ze mną tymi radosnymi nowinami, bym i ja mógł się z tobą radować?- Dokończył z nieukrywanym sarkazmem. Twarz chłopca natychmiast zmieniła wyraz, przechodząc w poważny, a nawet lekko przerażony stan.
- Z niczego Panie Kergisie... Ja tylko... - Młodzik zająknął się, próbując jakoś wytłumaczyć się przed mężczyzną.
- Dobrze już. - Kergis uspokoił chłopca.- Może wiesz, może widziałeś? Czy ktoś stąd nie wychodził?
Tak, Panie!- Twarz chłopaka pokraśniała.- Dziewka... Znaczy się młoda dama wyszła jakieś dwie godziny temu.
- A więc mi się nie wydawało - Mężczyzna wyszeptał pod nosem, po czym uśmiechnięty chwycił za kamizelkę leżącą nieopodal i skierował się w kierunku wyjścia ze stajen, nagradzając wcześniej stajennego za usłyszaną informację sztuką złota.

******


- Byłby dobrą partią. - Jedna z kobiet zachichotała w kierunku drugiej. - Gdyby tylko nie przegrał takiej ilości złota.
- Przecież wcale nie wiesz, że przegrał. - Jej towarzyszka, jakby broniła mężczyzny. - To tylko plotki.
- Plotki, plotki. - Powtórzyła bez wiary w głosie pierwsza z nich. - Gra w kości i w karty? Gra.
- Ale to nie znaczy, że musiał od razu przegrać. A nawet, jeśli, to przecież mógł stracić niedużo.
- Ja tam wiem swoje. Ponoć on jak gra, to zawsze za duże sumy złota. A i ponoć szczęścia do gry ostatnio nie ma... Taki ryzykant... I pijak w dodatku...


Oaza spokoju



Zachodzące słońce znikało właśnie za linią horyzontu. Mężczyzna stał, jak gdyby nie przejmując się ani trochę tym faktem. Jego uwagę zaprzątała obserwacja starej budowli, służącej niegdyś straży królewskiej za posterunek, oraz paru przyległych budynków, prawdopodobnie pełniących kiedyś funkcję o charakterze gospodarczym. Tak, to właśnie miejsce wybrał na swój nowy dom. Sypiący się tynk, odrapane mury i podziurawiony niczym sito dach były obecną wizytówką tego kompleksu. Wiedział, że potrzeba czasu i pieniędzy, by zmienić oblicze tego, co przed nim widniało. Obrzucił wzrokiem najbliższą okolicę. Przy dobrych chęciach można by to już wziąć za teren zalesiony. Zastanowił się. Ziemia, którą sobie wybrał położona była na uboczu, w starej, w większości niezamieszkanej, dzielnicy miasta. Mówiąc szczerze, był to jeden z głównych powodów, o ile nie najważniejszy, dla których właśnie tu zamierzał zamieszkać. Sąsiedzi zawsze stanowili swego rodzaju problem. Mogli być, co najmniej kłopotliwi. A w takim przypadku, brak sąsiadów to brak potencjalnych kłopotów. Po gałęzi drzewa stojącego nieopodal przebiegła wiewiórka. Mężczyzna, gwałtownie wyrwany z zadumy, spojrzał jak małe zwierzę, przestraszone obecnością obcego, czmycha w kierunku dziupli i bezpiecznego schronienia. Takim schronieniem dla mężczyzny miało być to właśnie miejsce. Nie czekając, ruszył w kierunku głównego budynku, tego, który miał mu służyć za część mieszkalną.


******




W głównym korytarzu na ścianach po obu stronach, wzdłuż całej ich długości wisiały portrety i pochodnie. Obrazy od dawna pokryte już grubą warstwą kurzu, zapewne jak większość przedmiotów w tym budynku, nie stanowiły poważnej atrakcji. Jeśli chodzi o pochodnie, to te także na nic nie mogły się przydać. Przeszedł przez stare dębowe drzwi, wykonane w dość prostym, można by rzec wojskowym, stylu i ruszył kolejnym korytarzem, mijając drzwi do poszczególnych pokoi, służących kiedyś za kwatery oficerów. Sam korytarz zdawał się emanować tylko jedną barwą- szarą. Za co odpowiedzialny był osiadły wszędzie kurz. Mężczyzna stanął przed ostatnimi drzwiami. Wykonanie tych zdradziło mu, że pomieszczenie za nimi zajmował ktoś ważny, prawdopodobnie dowódca posterunku. Po otwarciu ich i wejściu do pokoju tylko upewnił się w tym fakcie. Masywne biurko i stojący nieopodal barek wykonane były z najprzedniejszego hebanu. Na lewej ścianie od wejścia mieścił się dość sporych rozmiarów kominek. Obok leżały nawet drwa. Podszedł i przykucnął, chwytając za polano drewna i wyjmując krzesiwo. Kilka chwil później w kominku wesoło trzaskał ogień. Mężczyzna usiadł w fotelu za biurkiem, biorąc wcześniej butelkę wina z barku. Nalał sobie purpurowo-czerwonego płynu do kielicha i spojrzał niemal z rozmarzeniem w stronę kominka i tańczących w nim płomieni.


Oboje




Kobieta przewróciła się z boku na plecy. Koc, jakby płatając figla, zsunął się z niej trochę, ukazując jej nagie piersi. Była piękna. Podparła się na łokciu, odgarnęła z twarzy opadające na nią niesfornie loki brązowych włosów i spojrzała na mężczyznę śpiącego obok niej.
- Kergis. - Wyszeptała, chcąc sprawdzić, czy jej partner śpi. Mężczyzna tylko niespokojnie się poruszył i przewrócił na plecy. Kobieta przez chwilę obserwowała jego twarz, studiując jej rysy, po czym pochyliła się nad nim i pocałowała go w policzek.
- Pora wsta... - Nie zdążyła dokończyć. W tym samym momencie mężczyzna złapał ją za ramiona i pociągnął na siebie, równocześnie obdarzając ją długim pocałunkiem w usta.
- Tylko w policzek? - Zapytał z uśmiechem.
- Myślałam, że śpisz.
- Bo spałem. Dopóki ktoś mnie nie zbudził, całując w policzek. - Kobieta, jakby lekko zawstydzona, uśmiechnęła się krzywo.
- Przepraszam - Zaczęła, ale mężczyzna przerwał jej machnięciem ręki
- Nie żałuję pobudki. - Powiedział. - Przy takiej kobiecie jak ty, mógłbym się budzić jeszcze wcześniej - Zapewnił ją.
- Jesteś pewny? - Zapytała prowokująco.
- Oczywiście. O ile osoba, która mnie zbudzi, dobrze mi to wynagrodzi. Jego ręka wsunęła się za kobiece plecy i przyciągnęła jej ciało bliżej mężczyzny. Kobieta nie opierała się, a nawet sama wykazała się inwencją, przysuwając się bliżej kochanka. Jego dłonie przesunęły się po jej ciele. Koc zsunął się jeszcze niżej...


******