Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Ktoś Lathandan (ID: 92)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Tytuł: Heros
  • Poziom: 11
  • Wiek: 2634
  • Rasa: Jaszczuroczłek
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Górnik
  • Charakter: Neutralny
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:


Starzec, o twarzy przypominającej korę drzewa, otworzył wreszcie oczy. Poprawił znoszone szaty po czym przejechał opuszkami palców po brwi.
-Lathandan... - rzekł spokojnie, wpatrując się w jakiś punkt na zatłoczonym tego dnia targu.
- Nie widziałem go tutaj od wielu lat - dodał.
- Słyszałem o nim dziwne historie...a wydawał się taki spokojny, małomówny - starzec oderwał w końcu wzrok od targu i drżącą ręką nabił fajkę.
- Nie obchodzą mnie historie - odezwał się lekko zachrypnięty głos.
Z półcienia wyłonił się wysoki mężczyzna o ostrych rysach twarzy, jasnych włosach i brązowych oczach. Ubrany był w skórzaną zbroję i spodnie, do pasa podczepione miał dwa jednakowe, zdobione sejmitary.
- Interesuje mnie teraźniejszość i fakty- ton głosu nieco mu się podniósł. Na ławę, przy której siedział starzec, rzucił pergamin.
- Wiem, że ostatnio tutaj był. Ludzie na targu strasznie dużo gadają o wędrowcu, który nawiedził Twój dom - mężczyzna rozwinął zwój leżący na ławie - Czytaj - niemalże wykrzyknął w stronę palącego fajkę starca. Ten odkaszlnął i wyciągnął fajkę z ust, drugą ręką zaś powziął pergamin i przybliżył do twarzy by lepiej przyjrzeć się pieczęci, która go zaintrygowała. Uniósł brew i spojrzał na mężczyznę
- Aż tyle niezależnych królestw go poszukuje? - spytał odstawiając fajkę na ławę. Zaniepokojenie zagościło na jego twarzy
- Posłuchaj mnie chłopcze - starzec podniósł się, podszedł do okna i zasłonił je
- Był tutaj dwa dni temu. Nie widziałem w nim niczego niepokojącego, wydawał się taki sam jak podczas ostatniej wizyty. Jednak gdy spał...wtedy majaczył o swoim kraju - mina starca była na tyle poważna iż mężczyzna słuchający go lekko się zaniepokoił.
- Następnego dnia już go nie było. Od przyjaciela dowiedziałem się iż wyruszył na wschód wcześnie rano, gdy nikogo nie było jeszcze na ulicach- starzec usiadł i ponownie przyłożył fajkę do ust.
- Więc nic tu po mnie - mężczyzna zagarnął pergamin z ławy i ruszył w stronę wyjścia. Kiwnął starcowi na pożegnanie i odwrócił się ku drzwiom. Przed domem czekał na niego wierzchowiec. Mężczyzna osiodłał go i wyruszył czym prędzej na wschód.

=*=


We Wschodnich Królestwach dobiegała pełnia lata. Ziemia była tam bagnista, każdy krok powodował uczucie zapadania się. Im dalej na wschód tym otoczenie bardziej przypominało tropiki, zarówno pod względem wilgotności powietrza, jak i spotykanych gatunków drzew oraz roślin. Ludzie niechętnie zapuszczali się w te rejony, brak było w okolicy domostw i zajazdów, tereny te nie były patrolowane przez żadne z królestw, a dzikie zwierzęta widywane były tu często. Chłopi i mieszczanie Wschodnich Królestw opowiadali niestworzone historie na temat tamtejszej dżungli, jej tajemnic oraz o tym co znajdowało się za nią. W wielu z tych opowieści wspominano o dziwnym miejscu zwanym Opuszczoną Cytadelą zamieszkiwaną przez jaszczuroludzi, różniących się jednak od typowych przedstawicieli tej rasy.

=*=


Dzień chylił się ku końcowi, jakże wyczekiwana przez wędrowców w tamtych rejonach była to pora. Powietrze było rześkie, chłodne powiewy wiatru wypierały skutecznie unoszące się przez większość dnia duchotę i parność, dając uczucie ulgi.
W tych rejonach nie działały bandyckie szajki, więc samotny jeździec czuł się w miarę bezpieczny. Znał dobrze swoje możliwości bojowe - niestraszne mu były dzikie bestie i stwory. Od wyjazdu z Sith jednak nie miał wielu okazji by stanąć z kimś w szranki. Dwa sejmitary przypięte do pasa świeciły w blasku płomieni wydobywających się z rozpalonego przez wędrowca ogniska. Podróżnik wydobył z sakwy racje żywnościowe, owinięte dodatkowo w wysokiej jakości materiał. Zwieńczeniem samotnej uczty miał być królik, którego upolował jakiś czas temu. Zapach pieczonego mięsa roznosił się po całej polanie, na której rozpalony był ogień. Mężczyzna rozmyślał długo nad sensem swojej podróży, śledził wzrokiem okolicę, słuchając szumu wiatru zakłócającego ciszę. Trwał w bezruchu dłuższą chwilę zanim usnął.
Wczesnym rankiem nim jeszcze zrobiło się gorąco postanowił ruszyć w dalszą podróż. Spakował wszystkie swoje rzeczy do sakwy, którą przypiął do osiodłanego już konia. Dogasił tlące się ognisko, a popiół rozsypał w promieniu kilku metrów chcąc zatrzeć za sobą jakiekolwiek ślady. Dosiadł wierzchowca i wyruszył żwawym galopem na wschód. Podróż przebiegała bez zakłóceń. Pędził na koniu jakąś opuszczoną drogą, na której często występowały przeszkody w postaci przewalonych drzew lub dołów. W około przybywało roślinności, trawy były coraz wyższe i zieleńsze, oprócz szumu wiatru można było też usłyszeć syczenie węży oraz buczenie owadów. W miarę upływu czasu robiło się coraz goręcej , pot spływał z całego ciała wędrowca, zmęczony upałem koń nie przemieszczał się już tak szybko jak z rana. Jednak zanim podróżnik postanowił zrobić przerwę na odpoczynek, wyprawa dobiegła końca. Pośród drzew wyłaniała się budowla, która to zapewne była Opuszczoną Cytadelą - ogromny budynek, niepodobny do żadnego stworzonego przez ludzi, elfów czy krasnoludów. Składał się z kilku wież w kształcie piramid oraz z ogromnych wrót zarośniętych w znacznym stopniu przez ciernie. Wokół wież unosiły się roje groźnie wyglądających owadów. Wędrowiec był nieco zaniepokojony, rozejrzał się lecz nie zauważył niczego co mogłoby wskazywać, iż to miejsce zamieszkują jaszczuroludzie. Koń parsknął i zrobił kilka kroków do tyłu. Mężczyzna widząc to chwycił rękojeści sejmitarów, zmrużył oczy i począł szukać czegoś co wystraszyło wierzchowca. Z cienia jednej z wież wyłoniły się sylwetki wysokich postaci przypominających jaszczury. Postacie zmierzały w stronę wędrowca, zupełnie jakby wiedziały, że przybędzie tu o tej porze. Gdy podeszli bliżej okazało się, że nie byli uzbrojeni a uwagę przykuwały ich łuski, które były złotej barwy. Mężczyzna z wyrazu twarzy przybyszy nie mógł nic wyczytać, byli podobni do jaszczuroludzi, jednak nie na tyle by dać mu pewność co do swych zamiarów. Będąc jeszcze w znacznej odległości, jeden z jaszczuroludzi przemówił
- Wiemy po kogo tu jesteś, ale spóźniłeś się - jaszczur gestykulował swoimi łapskami, robiąc przy tym dość łagodną, jak mogło się wydawać minę
- Lathandan wyjechał stąd kilka dni temu, nie wiem gdzie - kontynuował.
- Opuść to miejsce, nie ma tu nic, co mogłoby cię zainteresować przybyszu - powiedziawszy to odwrócił się i ruszył wraz ze swoimi kompanami w stronę cytadeli.
- Skąd mam wiedzieć, że mówicie prawdę? - krzyknął mężczyzna robiąc krok w stronę odchodzących. Jaszczur odwrócił się na chwilę i rzekł
- Wiemy, że jest poszukiwany, nie potrzebujemy tutaj armii zbrojnych ludzi, kazaliśmy mu więc wyjechać - jaszczuroczłek ponownie skierował się w stronę wieży spod której się wyłonił
- Mamy swoje problemy z trollami - dodał będąc już w cieniu budowli. Wędrowiec był wściekły tym stanem rzeczy, cała podróż okazała się zbędna, dodatkowo zgubił trop. Jedyne czego był pewien to to, iż nic tu po nim. Odgarniając włosy z czoła podszedł do swego wierzchowca. Już po chwili wyruszył z powrotem, w stronę Wschodnich Królestw.