Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[Problemy w Eastrock] Zbiórka w Arrakin
#21
Trasę do karczmy pokonali z nadzwyczajną sprawnością. Nie znajdowała się ona specjalnie daleko od ratuszowego punktu zbiórki, więc oszczędził sobie śliny i nie wszczynał grzecznościowego, zbędnego dialogu. Wszystko wskazywało na to, że jeszcze zdążą dzisiaj porozmawiać i niewykluczone, że dojdzie także do pijackich gadek. To znaczy, nie wiedział jakie plany miała femi-drużyna, ale on zamierzał wykorzystać wartość posiadanego bileciku, choćby do ostatniego, złamanego i polizanego przez psa miedziaka. Zarechotał w myślach. Tempo podróży nie wymogło konnej jazdy, więc Ashariel mógł bezstresowo prowadzić konia za sobą i rozglądać się po reszcie formującej się kompanii. Niezbyt wykwintny żart o pośladkach naprowadził go rzecz jasna na one pośladki, kiedy już była ku temu okazja. Kroczył spokojnie, powoli i nie zakłócał marszu. Tak po prostu.
Karczma wyglądała jak wyglądała. Nie spodziewał się pałaców, ale liczył chociaż na to, że organizator wyprawy szarpnął się na więcej niż stodoła z alkoholem i gotowaną kaszą. Nie zawiódł się. Gospodzie spokojnie można było nadać standard "średniej". Było na czym siedzieć, było co wypić, co do gęby włożyć, a obecność niedomytych panien, o większych cyckach niż ambicjach, wskazywała na to, że i nocleg musi być nie najgorszy. W drodze do szynku rozejrzał się po gościach. Większość bywalców należało traktować jako zbędny element wystroju, więc spojrzał po nich, jak po pustych stołach i zatrzymał swój wzrok na Quithis, a następnie przesunął go w kierunku młodziaka, który zdaje się, siedział obok niego w ratuszu.
- Chyba dobrze, ale nie zdążyłem się przyjrzeć. -
Mruknął i sięgnął za pazuchę aby wyciągnąć z niej bilet. Położył go na drewnianym blacie i przesunął w kierunku gospodarza. Najwidoczniej w ten sposób zakończył się również wątek rozmowy o chłopaku przylepiającym się do dziwki.
- To teraz słuchaj uważnie gospodzino albo notuj najlepiej... -
Odchrząknął i machinalnym ruchem zagarnął do tyłu włosy.
- Kluski szare z kiełbasą i cebulą. Do tego butelkę półtoraka, ale nie tej chujni, którą podajesz tym obszymurom, tylko niechrzczoną, zakorkowaną butelkę prosto z piwniczki. I lepiej żebym widział jak do niej schodzisz. Do miodu kubek, duży. W międzyczasie pszeniczniaka i ćwiartkę chleba ze smalcem. Mamy tu też spać, więc dopilnuj żebym dostał komnatę jak najdalej od schodów i ze zmienioną pościelą. Łóżko ma mieścić dwójkę albo i trójkę; nie wiem jak dzisiaj u mnie z passą. -
Zlustrował karczmarza i miał nadzieję, że ten złapał wszystko. Chwilę poświdrował go spojrzeniem, żeby upewnić się, że ten potraktuje jego dyspozycje poważnie, a następnie ruszył do stołu, który zajęła już jedna z towarzyszek. Chciał jakoś ją nazwać w myślach, ale zdał sobie sprawę z tego, że w sumie całkowicie zignorował fakt, iż nie wie jak tak właściwie nazywają się uczestniczki wyprawy. Po drodze do stolika przerachował szybko i zgarnął dodatkowe krzesło. Zajął siedzisko chwilę później, a kolejną chwilę zajęło służce dostarczenie piwa i zamówionego chleba. Miał więc zestaw startowy do rozpoczęcia rozmowy.
- No to co tam ciekawego powiecie, drogie Panie? -
Załapał za kufel i łyknął z niego kilka głębszych łyków.
- Jakieś przemyślenia na temat obu zaproponowanych nam tras? -
#22
- To faktycznie Ty. No i cała Ty. - Lath uśmiechnęła się do Lisicy, a kiedy wydobyła się z jej uścisku dodała. - Odkąd zaczęły się problemy, praca już nie jest taka sama. Wiesz... To samo robisz, a mniej płacą. Albo nie robisz i nie płacą w ogóle... Ale nie ma to jak dla odmiany rzucić się w wir przygód. - Lath zaśmiała się tym razem dźwięcznie. - Widać pisane nam było kolejne spotkanie, choć tak nagle zniknęłaś. - Uznała, że opowie kapłance historię tego spotkania w innym czasie. Teraz zająć się trzeba było noclegiem tym bardziej, że wszystkie trzy mogły po prostu iść do karczmy zabawić się, a nie pracować. To już była miła odmiana... 

Droga do opłaconej gospody nie była długa, a dziewczyny, jak to dziewczyny niemal od razu znalazły wspólny język. Nawet milcząca nieco kapłanka wydawała się być zadowolona z faktu, że się spotkały. Sama gospoda może i nie mogła się równać z zamtuzem, ale wyglądała nader schludnie, a przynajmniej lepiej, niż Lath mogłaby się spodziewać. Ot, kilka w miarę czystych stolików, choć o podłodze nie można było powiedzieć inaczej niż tylko podłoga. Określenie brudna bowiem nie oddałoby efektu brudu, jaki na niej panował. Zadowolona z tego, że Nest przejęła nieco pałeczkę pozostawiła jej wybór miejsca, a sama stanęła przy szynkwasie. Chwilę później dołączyła do niej Lisica i najemnik. 
Dopiero teraz rozejrzała się spoglądając z ciekawością na osobę, o której mówiła Quithis. - Nie wydaje mi się, choć przyznaję, że zbytnio mu się nie przyjrzałam.

Poczuła na sobie rękę kobiety, a znając ją nieco rzuciła półszeptem - Zaczynanie wyprawy od rzucania nożem w tawernie nie wróży dobrze zakończeniu. - Spojrzała przy tym na nią, jakby domyślając się, że ruch ten był odruchem, wyuczonym przez niemalże lata bywania w takich przybytkach. - Mamy najemnika, który swoim pośladkom krzywdy zrobić nie da. - Zdaje się błysnęła humorem. A zaraz potem wsłuchała się w słowa mężczyzny. Gdy tylko skończył, spojrzała na niego niemal z uwielbieniem w oczach - Dla mnie to samo. Dwa razy. - Rzuciła karczmarzowi swój bilet. Zatem na blacie leżały już trzy. - Neeeeest?! Bilecik masz? - Odwróciła głowę w kierunku kapłanki, wiedząc, że jeśli ta wsłuchuje się w to, co dzieje się w pomieszczeniu na pewno nie przegapiła ich wymiany zdań oraz zamówienia, które złożył najemnik.
Jako że ten ostatni zniknął wzięła Lisicę za rękę i ruszyła do stolika. - Tutaj jesteśmy tylko podróżnymi - Powiedziała w trakcie krótkiego spaceru. - I raczej nie chcemy, by nas zapamiętali. A przynajmniej ja nie chcę. - Można to było uznać za strofowanie, ale kto znał Lath chociaż trochę wiedział, że we wszystkim dopatruje się ukrytych korzyści.

Zajęła wolne miejsce i zdjęła kaptur ukazując swoje oblicze. Zerknęła na pozostałych, a potem otworzyła usta, jakby już miała coś powiedzieć i zaraz je zamknęła. - A Ty? Proponujesz coś? Wolisz dłużej i trudniej, czy szybciej i być może prościej? - Odparowała.
#23
Jakby Lath czytała jej w głowie. Przypatrywanie się w okno nie było samym przypatrywaniem, a elfie uszy wyłapywały co lepsze rozmowy tym jej "nowych towarzyszy" podróży. Słysząc swoje imię przesunęła wzrok i odeszła tylko na chwilę od stolika by dać swój bilecik na blat. Następnie bez słowa wróciła na swoje miejsce czekając na resztę. Nóż, pośladki, wyprawa i hałaśliwy śmiech dziwek z karczmy stanowczo psuły klimat rozmowy. Cóż... "Sama tego chciałaś". Przewróciła oczami do swoich myśli, ale tuż po słowach najemnika odnośnie grzecznościowego zwrotu 'Drogie Panie'. Jej zależało na tym by ruszyć. Na zabawę też przyjdzie czas, po, a może w trakcie, w zależności co kto lubi. Chciała dać się wypowiedzieć innym, ale po słowach najemnika jakby zabrakło wszystkim tchu, a pytanie Lath o krócej czy dłużej doprowadziło do westchnięcia kapłanki. 
- Uważam, że krócej i niebezpieczniej równa się zabawniej i szybciej. - Nie ma to jak rozmowa szyframi, o ile to można było nazwać szyfrem. - Wiadome, że tylko szaleńcy mogą się na coś takiego porwać, ale w szaleństwie jest jakaś metoda, tym bardziej, że możemy zaoszczędzić nawet trzy dni drogi. - Nie próżnowała przygotowując się do wyprawy. Z racji tego, że posłaniec przybył do nich kilka dni wcześniej, przed spotkaniem, mogła zapoznać się z mapami i miała świadomość długości drogi. Nikt nie mówi, że te 3 dni na pewno będą, bo jeśli coś wypadnie na szlaku to może nie być najciekawiej, ale na jej oko warto zaryzykować. Chociaż... Wiadome było, że się dostosuje do reszty. Wzrok z towarzyszy znowu zwróciła za okno nadstawiając uszu. Dziwnie cicho było na temat wyprawy. Czyżby wszyscy już zapomnieli jak to psuje wszystko w mieście? Czy plotki już ucichły i wszyscy pogodzili się ze swoim losem? Czy wieści margrabiego nie dotarły aż tak daleko by wszyscy mówili o dzisiejszym spotkaniu? Dziwne to było. Aż za bardzo.
"Welcome to the war we've only begun..."
#24
Porzuciła temat młodziana który wyparował z ratusza zanim oni się zebrali, skoro tylko jej się zdawało że to mógł być on. Zresztą zanim się zorientowała gość znikł jej z oczu.
- Zatem podaj nam to wszystko odpowiednio dla czwórki. - Podsumowała zamówienie Quithis. - No i może jakieś pieczyste. Albo jakiś kurak albo część prosiaka, a jak nie ma to gulasz, tylko żeby mięsa było więcej niż cebuli. - Dodała. Musieli mieć siłę na wyprawę a do tego potrzebna była syta strawa.
- Ah, co do pokoi, to tak jak mówił nasz kompan. Może nam też się poszczęści. - Oko puściła do karczmarza.
Gdy wracała do stolika prowadzona za rękę przez Lath, uśmiechnęła się na jej słowa. - Wiem kochana, ale ostrożności nigdy za wiele.

Może i mieli te bilety, ale cudów wiadomo że nikt specjalnie dla nich by nie uwarzył w kuchni jeśliby nie było wymaganych ku temu składników. Jednakże kiedy zajęli miejsca przy stole to szklanice, kufle piwa miodu i innych trunków szybko się w koło nich pojawiły.
Quithis sięgnęła po pajdę chleba ze smalcem, powąchała by ocenić czy zjadliwe a w końcu wgryzła się w chleb słuchając co mają do powiedzenia kompani.
- Trzy dni zapasu to naprawdę dużo. W tym czasie sporo może się wydarzyć. Krótsza droga wcale nie musi okazać się tak bardzo trudna. Zdajemy się być w miarę żwawi i energiczni. - Tutaj uśmiechnęła się chytrze. - Tylko znaleźć jakiś wygodny żleb na zboczach co by i konie mogły iść. - Lisica może nie była zaciętym piechurem, ale ostatnimi czasy sporo podróżowała, przez co nabrała tężyzny potrzebnej w drodze. - A potem wedle mapy możemy zejść w dolinę i dalej przesmykiem do celu. - Dziewczyna również zapoznała się z mapą królestwa by rozeznać się w terenie.
Przyjrzała się ciekawie najemnikowi. W końcu mogła skupić spojrzenie na swoich kompanach dłużej niźli w trakcie drogi do tawerny. Ciekawa była jego opinii co do drogi jaką mieli obrać. Już było wiadomo że część kobieca oczekiwała wrażeń, mimo iż żadna z nich nie była przecież wojownikiem z krwi i kości. Paradoksalnie to mogło przesądzić o powodzeniu misji. Zwinność, szybkość i otwarty umysł często wygrywały z brutalną siłą.
Na ich stole pojawiła się reszta zamówienia a parujące mięso rozsiewało w koło smakowity aromat. Rozchichotana podkuchenna szybko się oddaliła lawirując pomiędzy stolikami poklepywana co i raz przez klientów po krągłym tyłku.
Gabrielle von Carstein.
#25
(27-03-2019, 13:37)Gimgor napisał(a): Gimgor zaniemówił. Ci którzy kiedyś poznali smak miłości napewno znali spojrzenie jakim krasnolud rzucał na głownie swojego orężu. Doznał niesamowicie potężnej erekcji. Tak potężnej, że wszystko od pasa w górę odrętwiało.

-Witaj towarzyszu... ten młot...Ty... skąd Ty go... zresztą nieważne. Ty byłeś wtedy na sali. Teź ruszasz do Istrokk? 
Odpowiedział. Próbował kontrolować Swoją dłoń aby nie wyrwać jeźdzcowi oręża z dłoni. A jednocześnie podając bukłak wina

Do licha! Jak wielkie wrażenie zrobiłem na tym khazadzie - oszołomiony powitaniem Tom, przyjął bukłak i pociągnął zeń suto. Zamiast spodziewanej wody poczuł smak wina i chociaż jeszcze kilka chwil temu przyrzekał sobie, że nigdy już nie tknie alkoholu, pił chciwie. Biedny młynarczyk czuł jak po kręgosłupie przebiegają rozkoszne dreszcze, a sflaczałe ciało odzyskuje właściwą sobie postać. Nie dał jednak po sobie poznać jak wielką przyjemność sprawił mu poczęstunek. Wszak nie był już chłopcem na posyłki, a najemnikiem, znamienitym rycerzem. 
- Zacne wino, chociaż z buraka pędzone - burknął. - Co do reszty to rzeczywiście wybieram się do Eastrock i powiem ci więcej. Połączmy siły, a w mig rozwiążemy zagadkę. Wyglądasz na zacnego kompana, takiego co to z niejednego pieca chleb kradł. Zapewne znasz górskie ścieżki na tyle dobrze, by wyprzedzić resztę. Będziemy pierwsi na miejscu, a nagrodą podzielimy się po połowie, choć Tartus mi świadkiem, że patrząc na nas dwoje to mi się dwie trzecie należą.

Gadał i gadał, nie wiedząc skąd ten potok słów. Zazwyczaj bywał małomówny i skromny. Teraz zaś czuł jak rośnie w siłę, a wygrzebana z grobu kolczuga przylega do niego niczym druga skóra. W tej nowej skórze czuł się doskonale, był niemal równy bogom. I to nie byle jakim bogom! Płonął w nim ogień i chętnie, by teraz rzucił się w wir bitwy lub sprał po pysku jakiegoś chojraka.

- Na imię mam To...  - ugryzł się w język. Kto widział bohatera o tak plebejskim imieniu? - Toberon, ale możesz mnie też zwać Tobem lub Ronem, ewentualnie Beronem, to obojętne.
Pociągnął jeszcze łyk i poczuł jak zbiera mu się na wymioty. Zsunął się z konia i wyrzucił z siebie tą całą resztę, której nie dopowiedział, a sporo tego było. Piorun spoglądał na niego pobłażliwie. Był starym koniem i niejedno już widział.
#26
Gdy pojawiło się jedzenie zamiast zająć swoją buzię i myśli posiłkiem kontynuowała rozmowę.
- Po pierwsze zależy nam na czasie, a po drugie wbrew wszystkiemu im mniej tłumu na drodze, tym dla nas lepiej. - Zastanowiła się chwilę - Margrabia mówił, że obie drogi były już przecierane i z żadnej wieści z powrotem nie dotarły. Jeśli jednak dobrze myślę trakt jest lepiej strzeżony choćby dlatego, że jest traktem. Gorzej się tam ukryć i trudniej zachować anonimowość. Z drugiej jednak strony trasa przez góry i przełęcz jest bardziej niebezpieczna. No i mniej oczywista, a co za tym idzie wszyscy, których spotkamy będą wiedzieli, że coś kombinujemy. Pomimo wszystko uważam, że powinniśmy wyruszyć krótszą trasą. - Zakończyła wywód i dopiero teraz zajęła się posiłkiem. Upiła nico wina, by zaschnięte gardło nawilżyć, a potem wzorem Lisicy zabrała się za chleb mocząc go w tłuszczu ze skwarków i klusek.
Odruchowo ściszył nieco głos, choć nie wydawało się jej, żeby ktoś wsłuchiwał się w ich rozmowę.
- Dobrze znacie te tereny? Byliście tam kiedyś? - Dla Lath ważne było ułożenie panu, który znając życie i tak im nie wypali i trzeba będzie iść na żywoł. No, ale podstawowe informacje zawsze się przydadzą. - Co w ogóle wiemy o Eastrock poza tym, że dzieje się tam źle? - Zapytała, a potem odpowiedziała sama sobie - Ja niewiele poza tym, że to miejsce położone niemal na krańcu świata. Kopalni tam pełno i górników. I pewnie są wiecznie spoceni, brudni i napaleni... - No tak, o czym mogła myśleć kurwa, jak nie o jednym. Choć wbrew pozorom Lath o Eastrock wiedziała nieco więcej niżby chciała w tym momencie przyznać. Zajęła się jedzeniem dając innym szansę na otworzenie buzi w jakimkolwiek innym celu niż spożywanie posiłku.
#27
Posłuchał tego co jego towarzyszki miały do powiedzenia. Oczywiście od samego początku wiedział, którą trasą zamierza ruszyć, ale ciekaw był, z kim przyjdzie mu podróżować i jak u nich z kompletnością klepek oraz zdrowym rozsądkiem. Odnotował w myślach kolejne spostrzeżenia, żując przy tym kolejną z klusek, które chwilę wcześniej trafiły na stół przed nim. Splunął przez ramię czymś, co w jego ocenie nie powinno się w tym wykwintnym daniu znaleźć i pochwycił za kufel z piwem. Chwilowe zamyślenie spowodowało, że nie zorientował się, iż ktoś czeka na jego wypowiedź. Dopiero kiedy usadowił się w krześle, osuwając uprzednio na jego oparcie i stawiając je lekko przechylone, na tylnych nogach, zorientował się, że chyba teraz przyszła jego kolej by wypowiedzieć się na temat trasy.
- Góry, rzecz oczywista. -
Zgadzali się, jednogłośnie, więc nie argumentował dodatkowo swojego stanowiska. Na drewniany trójząb, który robił tu za widelec, nadział kolejny kęs i wsunął go sobie do ust. Zapił piwem i odbeknął bezgłośnie pochylając głowę w kierunku prawego barku.
- Jak zapewne widzicie, nasz młodziutki towarzysz gdzieś zniknął. -
Omiótł wzrokiem salę, jakby sugerując aby i kobiety zarejestrowały brak chłopaka, który jeszcze jakiś czas temu kręcił się gdzieś tutaj, a którego zapewne miały okazję zauważyć jeszcze w ratuszu.
- Nie ma też naszego krótkonogiego balastu, a znając krasnoludzkie charaktery, to nie sądzę aby odpuścił sobie wyprawę... -
Kolejny kęs.
- Należy tedy założyć, że ruszając jutro rano trzeba będzie ich dogonić... lub wyprzedzić górską trasą i dotrzeć na miejsce przed nimi. Jeżeli ruszyli osobno, to mogą się równie dobrze zgubić po drodze, ale jeżeli jakoś zawiązała się druga, dwuosobowa kompanija, to cholera wie czy nie podkusiło ich aby ruszyć przez góry. Nam wtedy przyjdzie mus się uwijać z rana. -
Wzdychnął cicho.
- O tyle lepiej, że przyjdzie tam się wyspać jako tako, a oni nocować będą musieli na szlaku. -
Przechylił się na powrót w kierunku stołu, a uniesione, przednie nogi krzesła ponownie dotknęły posadzki.
- Co do samej trasy, to nie jestem tutejszy. Bliżej mi do stolycy i jej okolic, niż tego zadupia, ale skoro nawet ktoś taki jak margrabia wie o istnieniu jakiejś bocznej, górskiej trasy, to i pewnie każdy w okolicy ją zna na równi. A co za tym idzie żaden to dziki i odizolowany szlak, tylko mniej wygodna, ale szybsza alternatywa. Z bezpieczeństwem, to przecież i na trakcie ktoś mógłby się połasić na atak, na czworo; bo karawana z nas żadna. Cóż nam to robi, czy dostanie któreś z nas strzałę pod łopatkę na środku łąki pełnej kaczeńców czy podczas przeprawiania się przez skaliste koryto górskiego strumienia? -
#28
Słuchała wypowiedzi wszystkich. Werdykt? Idą górami, było jej to na rękę. Nie trzeba było dalej roztrząsać tak naprawdę kto z kim i za ile oraz którędy szybciej czy dalej przekonywać swoich racji. Zgadzali się. Wystarczyło. Sama nalała sobie wina i wzięła do ręki suchy kawałek pieczywa, który powoli rwała na kawałki i jadła co jakiś czas popijając winem. W tym wszystkim zapomniała jak wino może smakować. Nie ruszyła się za daleko od świątyni ostatnie lata, więc jak widać pewne rzeczy trzeba sobie odświeżyć. Dopiero na uwagę najemnika zwróciła wzrok na salę, ona nawet nie zarejestrowała, że on tu był, ten ich towarzysz oczywiście. Nie czuła takiej potrzeby, co prawda miała mieć wszystkich na uwadze, ale krasnoluda wyrzucili, jeden zaginął...
- Jeśli poszli przez góry to ich dogonimy, o ile masz rację, jeśli poszli traktem to i tak możemy się nie spotkać. - Skwitowała jego słowa zajmując się jedzeniem i piciem i co jakiś czas spoglądając na ulicę za oknem.
- Póki co jesteśmy zgodni. Nie wiem jak wy, ale ja potrzebuję zebrać siły na poranek. - Wstała od stołu po dopiciu wina i ruszyła do szynkwasu by zgarnąć wiadomości na temat pokoju. Po krótkiej wymianie zdań z karczmarzem udała się na piętro, uprzednio jednak jeszcze zahaczając o stół towarzyszy i zabierając ze sobą swoją torbę.
- Udanego spoczynku i do zobaczenia rano. - Powiedziała im jeszcze na odchodne i poszła się położyć. Nikt nie wiedział co tak naprawdę może ich czekać. Jakieś tam wieści krążyły po tych ludziach, ale przekazywane z ust do ust traciły coraz bardziej na prawdziwości. Weszła do pokoju, niewiele tam było, ale to nie burdel by luksusów oczekiwać. Prowizoryczna szafka, stół, krzesło i łoże. Wystarczyło by się przygotować. Usiadła na skraju łóżka zaglądając do torby.
"Welcome to the war we've only begun..."
#29
Zabrała się do jedzenia kiedy inni mówili. Długo nie trwało jak wyczyściła swój talerz wycierając sos skórką chleba.
- Wiecie, nie sądzę żeby oni byli już w drodze. Widzieliście w jakim stanie był krasnolud? Jeśli będzie uczestniczył w wyprawie to dopiero jak z rana się przebudzi, o ile nikt go nie zadźgał w zaułku czy gdzie tam go wyrzucili.- Quithis znała różne etapy upojenia alkoholem. Nawet jak na tak mocną jak krasnoludzka głowa znajdywały się trunki po których miało się kaca i ciężkie nogi. - Młody zaś chyba zaś z dziwką znikł. - Dodała z uśmiechem chytrym. - Możemy zatem spodziewać się że pójdzie ktoś za nami zanęcony plotkami. - Często dziewczyny działały niczym najlepsi szpiedzy. Faceci stawali się bardzo gadatliwi w łóżku a kurtyzanom łatwo było zdobytą wiedzę odpowiednio wykorzystać.
- Też nie znam tych okolic, ale musi być ten pierwszy raz. Poznamy najwyżej trasę po drodze. - Wypiła łyk piwa. Za dobre nie było, więc skrzywiła się i odstawiła kufel wcześniej zaglądając do niego podejrzliwie. - No, ale żeby mieć siły na odkrywanie nowych terenów, to trzeba się wyspać, no chyba że macie ochotę zabalować. Muszę tylko pójść po swoje rzeczy, bo zakwaterowałam się gdzie indziej, ale daleko to nie jest.
Po tych słowach wstała od stołu i poklepała Lath po ramieniu. - Tylko bądź grzeczna. Niedługo wracam. - Mruknęła do niej wesoło - A jakby was nie było, to o świcie przed karczmą się spotykamy. - Dodała i opuściła karczmę wcześniej zaklepując sobie u karczmarza jeden z pokoi.

Mimo tego iż dziewczyna szybko się ogarnęła z zabraniem ekwipunku z drugiej karczmy, to i tak straciła sporo czasu. Całkiem przypadkowo została wciągnięta w bójkę kiedy opuszczała tamten przybytek czego efektem był zgubiony jeden nóż do rzucania, obtarte kostki pięści, którą to przejechała po zarośniętej mordzie jednego z oprychów i ból głowy.

Gdy wróciła do tawerny, miała już tylko ochotę iść spać. Zamelinowała się w pokoju ale jednak po paru chwilach zeszła znów na dół. Wcześniej jednak obmyła porządnie zranioną rękę. Nawet jeśli nic by się nie dowiedziała o problemach w Eastrock od tubylców, to zawsze mogła coś wygrać w kości a i wypić może z jedno lub dwa piwa.
Tak minął jej wieczór, przy czym nic nie wygrała, a z samego rana pojawiła się przed przybytkiem z workiem podróżnym przy nodze, z płaszczem na ramionach i tylko długie prawie białe włosy związane w koński ogon stanowiły kontrast do wczorajszej fryzury Quit z czarnymi lokami. Generalnie mało kto by skojarzył ją z osobą która wchodziła wczoraj do karczmy.

//sorki za przyspieszenie, ale okazja do pogadania będzie jeszcze w drodze. //
Gabrielle von Carstein.
#30
/sesja zawieszona/


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości