Podobno udaje tego… Danona
[ukryj=
Sprawy Rangowe]
[img]https://i.ibb.co/LJYYDhm/11.jpg[/img]
Obowiązki Książąt
1. Przyjmowanie wniosków o indywidualną aprobatę avatara oraz zastrzeżenie nicku lub nazwy i tagu klanowego.
2. Przyjmowanie odwołań od decyzji Książąt, Strażników Miejskich oraz Karczmarzy.
3. Akceptacja zgłoszeń dot. współdzielenia IP oraz opieki nad kontem.
4. Akceptacja oraz modyfikacja plotek.
Jakie sprawy zgłaszamy do Książąt?
1. Nieregulaminowe ataki na postać oraz klan.
2. Przypadki (i podejrzenia) posiadania przez gracza więcej niż jednego konta (tzw. multikonta).
3. Przypadki naruszenia przepisów dotyczących:
- avatarów,
- imion,
- nazw klanów, itp.
4. Wulgarne bądź obraźliwe:
- wiadomości,
- opisy,
- fragmenty profilu,
- komentarze,
- ogłoszenia,
- nazwy domów bądź sklepów,
- zachowania w karczmie lub każdym innym miejscu krainy.
5. Wyłudzenia, szantaże, przypadki kupowania ataków.
6. Nachalne prośby o pomoc finansową, czyli żebractwo.
7. Przypadki rozsyłania reklam i chwytów marketingowych, czyli spamu niezwiązanego z grą.
8. Spamowanie oraz flood komentarzy.
9. Przypadki naruszenia regulaminu Tawerny.
10. Przypadki przestępstw obyczajowych.
11. Podstawowe pytania i problemy związane z grą.
Jakich spraw nie zgłaszamy?
1. Przypadków ataków na strażnicę, kradzieży oraz wampirzych ugryzień. Kwestie te reguluje tylko i wyłącznie silnik gry.
Dostałem upomnienie/bana na Tawernę/karę lochów - Co robić? Jak żyć?
1. Gracz otrzymujący upomnienie inne niż na Tawernę, zobowiązany jest do zaprzestania dalszego łamania przepisów wymienionych w upomnieniu oraz zmiany/usunięcia wskazanego w tym upomnieniu elementu (jeśli takie wskazanie następuje) w ciągu 30 minut od jego wysłania, w przeciwnym wypadku element ten zostanie zmieniony/usunięty administracyjnie, a gracz zesłany do lochów, gdzie długość pobytu zależy od wagi przewinienia oraz złamanych przepisów.
2. W przypadku nieaktywności gracza podczas wysyłania upomnienia, 30 minut na reakcję będzie liczone po zalogowaniu.
3. Upomnienie na Tawernę nadawane jest na 24 lub 48 godzin. W tym czasie każde kolejne przewinienie, nawet drobne, skutkować będzie czasowym zablokowaniem dostępu do niej.
4. W uzasadnionych przypadkach kara lochów lub ban może nastąpić z pominięciem upomnienia. A także, w pewnych sytuacjach, wystąpić jednocześnie (np. zablokowanie dostępu do Tawerny + upomnienie wymienione w pkt. 1, czy też zablokowanie dostępu do Tawerny + kara lochów).
5. Od upomnienia/bana/kary lochów przysługuje odwołanie do przedstawiciela Sądu Najwyższego, w ciągu 3 tygodni od nałożenia kary. Oprócz mnie, są to wymienione niżej osoby:
- Nerph Oreno ID: 7
- Istis Elessar ID: 62
6. Odwołanie nie wstrzymuje skutków decyzji administracyjnej (wskazany element musi zostać usunięty, kara na Tawernę nie zostanie zawieszona).
7. Jeśli zgadzasz się z nałożoną karą, pozostaje Ci poczekać do jej zakończenia.
8. Skargi na mą osobę, a także moje poczynania, które nie są odwołaniem od decyzji administracyjnej, proszę kierować do Namiestniczki Istis Elessar ID: 62 lub Władcy Nerph Oreno ID: 7.
9. Powyższa instrukcja jest skrótem oraz zlepkiem niektórych przepisów. Zachęcam do całościowego zapoznania się z panującymi zasadami w lokacji "Gmach Sądu".
10. W razie jakichkolwiek pytań lub wątpliwości proszę śmiało pisać.
Czy muszę umieszczać w profilu informację, że posiadam zmienne IP/loguję się z kilku miejsc?
1. Przepisy nie zabraniają/nie ograniczają w żaden sposób korzystania z różnych IP w obrębie jednego konta, ani nie wymagają umieszczenia takiej informacji w profilu. Do złamania panujących zasad może dojść jedynie wtedy, gdy z jednego lub więcej IP korzystają przynajmniej dwa zarejestrowane konta. Kwestię tę, między innymi, reguluje § 4 Systemu Kar, który znajdziecie w lokacji "Gmach Sądu". Przed wizytą w lochach nie uchroni więc informacja w profilu o zmiennym IP.
Dura lex, sed lex.[/ukryj]
[hr=90]
[ukryj=
[img]https://i.ibb.co/8b6mWWj/13.jpg[/img]]
Szarp, gryź i dźgaj aż po kres wszechistnienia.
Odpowiadaj bólem na ból, którego i tak nie zniszczysz.
Taniec w czerwieni nie skończy się nigdy.[/ukryj]
[hr=90]
[ukryj=
[img]https://i.ibb.co/c2FHD5C/21.jpg[/img]]
Nazajutrz skoro świt wyruszył w stronę wioski. Towarzysze mieli do niego dołączyć nieco później, pod koniec dnia, postanowił więc wykorzystać czas wolny i rozejrzeć się po okolicy. Konna podróż upłynęła dosyć spokojnie, nużąco wręcz. Kilka razy przyłapał się na powolnym odpływaniu do krainy snów, a świecące prosto w twarz słońce nie pomagało w próbach pozostawienia oczu otwartych. Wreszcie po kilku godzinach, wydających się całą wiecznością, dotarł do celu podróży. Przez chwilę miał wrażenie, że trafił pod powstający obóz wojskowy, wieś bowiem w niektórych miejscach zaczynała szczelnie otaczać drewniana palisada, a i wciąż powstawały kolejne paliki, zaś pod bramą czekał na niego uzbrojony komitet powitalny. Jednak to nie typowi wojskowi, a chłopi z losowymi przedmiotami, znalezionymi pod ręką, typu widły, kosy, młoty kowalskie, czyli wszelkimi rzeczami, jakie nadawały się do ewentualnego starcia. Zdziwiło to Dana, ale i zastanowiło. Nie widywało się czegoś takiego na wsiach, nawet, jeśli któraś regularnie zmagała się z napadami hanzy czy innych maruderów. Coś musiało mocno zmotywować tych ludzi, że zdesperowani posunęli się do tak drastycznych kroków. Podjechał bliżej chłopów, unosząc dłoń w geście pozdrowienia.
- Stać! Któż Ty? - Rzekł basowym głosem pierwszy z nich, niski i barczysty, w tych spodniach wyglądający trochę jak ogolony krasnolud na szczudłach. - Nikogo nie wpuszczamy, odejdź stąd.
- Przybyłem w sprawie tego całego bałaganu. - Odpowiedział Dan, głową wskazując na wioskę. - Chcę się widzieć z sołtysem.
- Sołtysa nie ma. - Odezwał się drugi, młodzik, o bladej cerze, chudy niczym więzień polityczny po kilku latach w lochach. - Pod jego nieobecność rządzi Gilbert.
- Cichaj Nysler. - Syknął trzeci, bardzo wysoki i również wychudzony, w wieku wyraźnie emerytalnym, trzęsący się tak, jakby dostał jakichś wewnętrznych drgań i miałby się zaraz rozsypać. - Z nikim się nie spotkasz. Mamy rozkaz nie przepuszczać obcych.
- A gdzie go znajdę? - Naciskał młodego, ignorując pozostałą dwójkę, próbując zakończyć rozmowę i ruszyć dalej. - Nie mam całego dnia, a chciałbym jeszcze odwiedzić to wasze przeklęte miejsce, o jakim tyle słyszałem.
Na te słowa chłopi wzdrygnęli się jak jeden mąż, patrząc głupio po sobie. Widoczne przed chwilą buta i arogancja zniknęły bezpowrotnie, robiąc miejsce dla paraliżu oraz strachu. Odsunęli się jedynie w milczeniu, spuszczając wzrok.
- Mniejsza z tym. - Nie dogadają się. Zsiadł z konia, chwytając w dłoń lejce i wszedł między chałupy. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie, jednak z każdą sekundą w oczy rzucały się „subtelne” szczegóły. Mężczyźni, kobiety, stary i dzieci, wszyscy współpracowali, uwijali się bądź to przy swoich domostwach, bądź przy stawianym ogrodzeniu, biegali z materiałami, narzędziami, szykowali jadło. Dźwięki kucia, piłowania oraz szorowania, mieszały się z okrzykami samych mieszkańców i rozchodziły na całą wieś. Wzmocnienia, jeśli można je tak określić, nie ominęły samych chat. Okiennice zostały zabite deskami, a na nich wystawały drobne metalowe kolce. Każde drzwi również miały taką formę ozdoby. Wyglądało na to, że teraz przyszła kolej na strzechy, gdzie paru mężczyzn już wchodziło po drabinach. Przyznał, że to godne podziwu, robiło niezwykłe wrażenie, ale wiedział, że nawet w starciu z konwencjonalnym przeciwnikiem, coś takiego niezbyt zdałoby egzamin.
Rozglądając się za Gilbertem, skierował się przed największy budynek, umiejscowiony w samym centrum, a przed nim skupiło się kilka straganów pachnących nienaganną strawą. Dobrze, że już jadł, inaczej zeszłoby mu tutaj do wieczora.
- Czego tu szukasz przybyszu? - Podszedł do Dana jeden z chłopów, stylizowany na strażnika, z doczepionymi do torsu oraz ramion za pomocą kilkunastu rzemieni kawałkami cienkich blach. - Nie ma u nas niczego wartego uwagi.
- Szukam Gilberta. - Westchnął, mając nadzieję, że tym razem pójdzie sprawniej. - Gdzie mogę go znaleźć? To ważne.
- Jest w karczmie, o tam. - Wskazał dłonią stojący nieopodal na skraju piaszczystego placyka zajazd. - Ale nie myśl, że Cię przyjmie, ma wystarczająco problemów na głowie.
- Zaryzykuję, dzięki. - Kiwnął głową i podszedł do poidła dla koni, przywiązawszy swojego rumaka u podstaw drewnianego płotu.
Wchodząc do środka zastał absolutny spokój, nie było nikogo i niczego, dosłownie. Wszelkie stoły i krzesła, nawet barek, wszystko zniknęło. Aż dziw brało, że nie wymontowali podłogi. Spodziewał się raczej, że to właśnie tutaj zastanie największy bałagan, miejsce powstawania następnych kroków, przydzielania zadań i opracowywania planów. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Dopiero jakiś hałas na zapleczu zwrócił uwagę Dana. Nie chcąc nikogo zaskoczyć swoją obecnością, co mogłoby sprowokować nieprzewidzianą reakcję, postanowił dać o sobie znać.
- Szukam Gilberta! Jest tu taki? - Rzekł podniesionym głosem. - Polecono mi się do Ciebie zgłosić.
Od razu usłyszał jak coś się przesuwa, następnie doszło skrzypienie i nieregularne kroki. Wreszcie jego oczom ukazała się postać siwego, starszego mężczyzny, podpierającego się laską.
- Jam Gilbert. Czy to Ty jesteś tym jegomościem z opowieści Haberarta, coś miał do nas przybyć? - Zapytał, stając na środku izby.
- Tak. - Uznał, że krótka odpowiedź wystarczy. - Wyjaśnij mi proszę treściwie co się właściwie dzieje. Od początku do dnia dzisiejszego.
- Zaproponowałbym, żebyś usiadł, ale jak miarkujesz nie jest to możliwe. - Rzekł Gilbert, wydając dziwne odgłosy. Dan nie wiedział, czy to śmiech, czy kaszel. - Dlatego się streszczę.
- Będę wdzięczny. - Nie mógł się doczekać na jakieś konkrety, zmarnował i tak wystarczająco dużo czasu.
Gilbert przyłożył dłoń do brody, masując ją intensywnie, jak gdyby próbował rozruszać szczęki żuchwy przed niechybnie czekającym go dłuższym monologiem.
- Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu… Gdy księżyc stał w nowiu. - Rozpoczął niezgrabnie, odchrząkując. - Nie pojawiła się obiecana dostawa świń na tucznik, co nas wielce zdziwiło, bo zawsze wszystek odbywało się w terminach. Posłalim my jednego z chłopów, co by wyjaśnił sprawy dobrym, a jeśli sytuacja by wymagała, tedy i złym słowem… Niestety nie wrócił, a przecież tam raptem kilka godzin drogi. Dzień później jedna chłopka znalazła jego rozszarpane ciało, gdy szukała grzybów. Myślelim my, że to wilki go dopadły i tak urządziły, abo jakiś inny czart, pełno się tego paskudztwa pałęta po okolicy.
Machnął dłonią z rezygnacją, przerywając na moment. Rozwiązał troczki w pasie i wyciągnął niewielką flaszeczkę, upijając chyżo kilka łyków. O ile wszystko inne wykonywał bardzo powoli, tutaj widać, że ani chybi weteran, wyćwiczony w piciu. Chciał podać buteleczkę Danowi, jednak ten gestem odmówił.
- Jeno kolejne dwie osoby z powozem również zaginęły. - Kontynuował, chowając z powrotem resztki trunku. Przełknął ślinę, a Dan zauważył, że rozszerzyły mu się źrenice. - Czasami… Czasami słyszeliśmy w nocy dobiegające stamtąd hałasy. Tu w większości nizinny teren, ino jeden większy lasek po drugiej stronie rzeczki, to też wszystko się dobrze niesie. Sołtys wnet się zeźlił, że zerwali współpracę, bawiąc się w najlepsze naszym kosztem, gdy my tu głodem stoimy. Miarkował, iż to oni zabili naszych i rzucili ich do lasu, by zatrzeć ślady, że mogą planować coś więcej i że należy ich uprzedzić. Tamta wieś jest niewiele mniejsza od naszej, raptem kilkanaście domów, stajnia, stanowisko kowalskie, szynk, nic nadzwyczajnego… Oraz pełno zagród. Utrzymywali się ze zwierząt hodowlanych, zawsze posiadali ich całe mrowie. Sołtys skrzyknął kilkunastu najpostawniejszych mężczyzn, uzbroił ich w co się dało i ruszyli na nich lasem, żeby nie dać się zauważyć. Wszyscy tu siedzieliśmy jak na szpilkach cały dzień i noc. Aż tu nagle jak coś nie zawyje…. Jakieś potworne, nienaturalne stworzenie to musiało być, monstrum. Nie brzmiało to jak wilk, bardziej tak nieludzko, potępieńczo… No nie da się tego opisać, ale gdybyście to słyszeli… Aż skóra mi na rzyci cierpnie przez samo wspomnienie… Pochowalim się po chatach, nie mrużąc oczu nawet na sekundę.
Starzec wzdrygnął się.
- Nazajutrz nikt z nas nie miał odwagi tam pójść, sprawdzić co się stało. - Głośno oddychał, jak gdyby doświadczał ataku paniki. - Teraz nocą widujemy tam światła, a czasem i dziwnie unoszącą się mgłę, zielonkawą taką, śmierdzącą trupem. Miejscowy las zamiera. Butwieją drzewa, umierają zwierzęta. Ziemia wygląda, jakby dopiero co strawiona przez płomienie, a przeca żaden pożar nie nawiedził nas od zeszłorocznych susz.
Ponownie przywarł ustami do swojego napitku, czyszcząc flakonik do cna.
- Cokolwiek za zło to jest, rozrasta się, przemieszcza w naszym kierunku, toteż zaczęliśmy się zbroić, szykować. Kilku ruszyło do garnizonu prosząc o pomoc wojskową, ale to długa podróż, obawiamy się, że i oni mogli przepaść, albo że nie zdążą, a nikt inny nie chce się tym zająć. Nie możemy czekać na coś, co być może nie nadejdzie. Nie mamy w okolicy magó