Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 16 lat
Nieco wyobraźni


Krothgar (ID: 203)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Poziom: 1
  • Wiek: 637
  • Rasa: Wilkołak
  • Klasa: Barbarzyńca
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

Profil zawiera przekleństwa...


To nie było dobre popołudnie dla karczmarza, nie dość, że jego gospodę nawiedziła grupa rzezimieszków, która piła i zachowywała się w taki sposób, jakby nie zamierzali zapłacić za swoją wizytę. Dwie córki gospodarza były obłapiane, sadzane na kolanach, ale pomimo całego swojego rozgniewania biedny ojciec dwóch dzierlatek nie mógł nic zrobić. Popędzano je, klepano po pośladkach dla efektu, podnoszono im spódniczki, byleby obejrzeć łydki i uda, niektórzy pchali się z łapami zdecydowanie zbyt daleko.

Gdy jedna z jego córek wróciła do szynku przerażona, drżącymi dłońmi uzupełniając dzbanek winem, ojciec położył jej na wierzchu dłoni swoją własną i przybliżył się.

- Niech się spiją, nie będą mogli, pośpią się... a jakby nie daj losie do czegoś doszło, nie stawiaj oporu, nie broń się, prędzej będzie po wszystkim. - Jego córki nie były najmłodsze, znały już znaczenie zbliżenia z mężczyznami, taki niestety był ten okrutny świat.

Mijały minuty, mężczyźni co raz śmielej poczynali sobie z córkami karczmarza, który tylko wzdychał wiedząc, że lepsze by jego córki dały się obmacać, niż gdyby miały zostać obite lub co gorsza, zgwałcone. Dziewczęta łapano za pośladki, uda, a nawet za biust, nie powstrzymywano się nawet od mało wybrednych komentarzy pod adresem jednej, czy drugiej z sióstr. Sytuacja robiła się o tyle niebezpieczna, że jedna z dziewek karczemnych została złapana wokół talii i usadzona siłą na kolanach jednego z rzezimieszków.

- Proszę mnie puścić! Muszę wina pole...

- Co?! Nie jest ci dobrze na kolanach prawdziwego mężczyzny?! - Pretensje i uderzenie z otwartej dłoni w policzek sprawiło, że dziewczyna się tylko bardziej skuliła.

- Ty, a może ona woli być na kolanach pomiędzy twoimi nogami? - Śmiechy małej grupki zdecydowanie rozbrzmiały w karczmie. Nikt ich nie chciał zaczepiać, czasy były ciężkie, a każdy musiał z czegoś żyć. Droga pomiędzy Elakką i Sith bywała niebezpieczna, a karczma, taka jak ta tutaj była tym przystankiem, w którym pozornie można było odpocząć bezpiecznie, niestety i na szlaku trafiali się tacy, jak ci tutaj.

Drzwi do karczmy otworzyły się, a przez nie przeszła kolejna dusza. Niby nic specjalnego, każdy mógł wejść do karczmy, ale ten konkretny osobnik wyróżniał się trzema rzeczami. Rozmiarem, bo był wysoki i barczysty, bronią, bo dwuręczny topór umocowany był na plecach gotowy do użycia, ale i nietypową opaską na oku. Zasłonięty oczodół sugerował utratę oka, z resztą popierała to blizna, wychylająca się spod materiału na policzku. Mężczyzna wszedł do karczmy, mruknął tylko i rozejrzał się, by udać się do szynku. Grupka rzezimieszków nie zwracała na niego uwagi, podpici uznali wędrowca za kolejnego bywalca gospody. Ten usiadł przy ladzie, wcześniej opierając koło krzesła o szynk topór, co by nie wadził przy sadzaniu dupy na zydlu.

- Piwa. - Powiedział ochrypłym głosem, poprawiając jeszcze skórzaną torbę na podłodze butem. Spojrzał w sobie tylko znany punkt za szynkiem i czekał na polany napitek. Kufel przywędrował prężnie, acz nerwowo. Gospodarz uznał, że mężczyzna zapewne jest najemnikiem, bo i tak wyglądał, blizna, broń, skórzany pancerz i gabaryty, wszystko się zgadzało. Moneta wylądowała na blacie.

- Proszę. - Zaczął mężczyzna za ladą, po czym mlasnął krótko i przybliżył się konspiracyjnie. - Panie, widzę czym się zajmujecie... pomóżcie! Tamci obłapiają moje córki, a one tylko chcą spokojnie pracować i zarabiać. Groszem nie śmierdzę, ale pokój za darmo dam i dorzucę kilka monet... proszę! Zmiłujcie się.

Mężczyzna przed ladą obejrzał się ledwie przez ramię i wrócił spojrzeniem lewego oka do gospodarza.

- Obie wasze?

- Obie! - Odpowiedział cicho karczmarz. Mężczyzna umoczył usta i zarost w piwie, po czym wziął dwa solidne łyki, odstawił kufel i sprawdził coś pod kurtą.

- Jeśli chcecie mojej pomocy, zgodzicie się na moje warunki i metody. Za pokój i jadło z napitkiem zapłacę. Nie chcę waszych majętności. - Dziwny, spokojny ton ochrypłego głosu nieco zdziwił gospodarza.

- To czego chcecie?

- Mamy zgodę?

- Ale...

- Tak, czy nie? - Zimny ton i spojrzenie oka gościa nieco zmroziły gospodarza, ale pisk jednej z córek przymusił go do zgody.

- Tak, mamy! - Mężczyzna przy szynku mruknął, wstał z miejsca. Rzezimieszków było czterech, grali w kości, pili i obłapiali córki karczmarza. Gość podszedł do jednego z nich, tego co trzymał na kolanach młodszą z dziewek i udając, że przechodzi obok złapał go zza pleców za głowę i prędkim ruchem sporych dłoni skręcił kark nieszczęśnika. Nim reszta się zorientowała, złapał za blat stołu wywrócił go na dwóch z nich przy okazji wywracając na podłogę córkę karczmarza, a potem sięgnął do kieszeni pod kurtką. Wyciągnął myśliwski nóż i kiedy czwarty z rzezimieszków szukał broni, ostrze noża myśliwskiego znalazło się w jego bebechach. Wojak dźgnął go raz, a potem drugi, nim pchnął na dwójkę, która jeszcze zbierała się z podłogi.

- Zabierać kolegę i spierdalać albo was kurwa pozabijam. - Warknął, a coś w jego głosie i tym, jak gardło zawibrowało zdradziło, że z gościem było coś zdecydowanie nie tak. Zakrwawiony nóż w prawej dłoni tylko pogarszał sytuacje. Był wyższy przynajmniej o głowę od obydwu, trzeci nie żył, czwarty mocno krwawił. Byli wypici, więc jeden z nich spróbował się na niego rzucić, udało mu się nawet uderzyć dziwnego jegomościa w brzuch, ale w zamian dostał z główki w nos, a chrupnięcie zdradziło swoje. Chrupnięcie zdradziło złamany nos, a ostatni z rzezimieszków zgarnął swoje rzeczy, kolegę ze złamanym nosem i rzucając jakieś przekleństwo na odchodne zaczął uciekać z kolegą. Reszta obecnych była rozmaita, kupcy, okoliczni chłopi. Nikt nie szukał zwady, ale przyjrzeli się mężczyźnie z opaską na głowie. Krwawił, uderzenie w brzuch było z pomocą kolczastego kastetu. Mężczyzna spojrzał w dół, trzy dziurki w pancerzu zdradziły, że upuszczono mu krwi, ale rany nie były aż tak poważne. Wytarł nóż w odzienie martwego rzezimieszka, po czym schował ostrze z powrotem pod kurte. Rozejrzał się, czy nikt nie będzie próbował interweniować. Podszedł do szynku, złapał kufel zakrwawionymi palcami prawej dłoni i wypił duszkiem zawartość, by mruknąć przy ostatnim łyku warknął boleśnie.

- Pierdolony... - Rany nie były poważne, co nie oznaczało, że nie bolały. Na szczęście kolce przebiły skórznię i skórę, otarły się o mięśnie, ale nic więcej. Karczmarz niedowierzał, córki jego były po kątach sali, a on sam przełknął ślinę i spojrzał na jegomościa.

- Nie musieliście...

- Zgodziliście się karczmarzu na moje metody. Dolejcie... - Mężczyzna za ladą dolał piwa do kufla, po czym ruchem głowy wskazał na ranę na brzuchu gościa.

- Trzeba opatrzyć.

- Opatrzą. Twoje córki, obie.

- Ale spokojnie, Jagna sama da radę...

- Obie. - Powtórzył gość, zerkając na gospodarza.

- No dobrze... a czego chcecie w zamian za waszą pomoc, skoro nie monet? - Gość obejrzał się kolejno na jedną z córek gospodarza, a potem na drugą.

- Wasze córki, u mnie, cała noc po ich zmianie. O świtaniu wrócą do siebie.

- Ale... - Warknięcie przerwało słowa gospodarza, ostatecznie przełknął ślinę widząc to, co zrobił gość. Nie było dyskusji, zawezwał do siebie córki, poinstruował by dały gościowi pokój, alkohol, jadło i by spędziły z nim noc. Obydwie córki spojrzały tylko po sobie, na gościa i tych, którzy je obłapiali i nie były pewne, czy ich ojciec nie zawarł niechcący właśnie paktu z jakim diabłem...



OFF-TOP


No to tak, coś tu musi się znaleźć... Piszę to, co piszę, nie gram mechanicznie. Nie interesuje mnie to. Gram rzeczy specyficzne, z erotyką, gwałtami, rozmaitymi fetyszami, brutalnością, graficznym opisem sytuacji i miejsc. Jestem za stary na zabawę w podchody wszelkiej maści, więc jeśli to, że moja postać twoją przeciągnie za kudły po błocie i będzie wykorzystywać lub przynajmniej taki będzie mieć cel, w jakikolwiek sposób ci przeszkadza - zaznacz od razu. Zaczepiam, napiszę, jak mi się zechce, pośmieszkuje i coś od siebie dorzucę, ale jeśli cokolwiek z powyższych ci nie odpowiada, a to zataisz to tylko zrobisz nam obydwojgu problem. Profil i tak ocenzurowałem, z resztą uważam, że jesteśmy dorośli i przekleństwa nie przeszkadzają, pominąłem graficzne opisy i kawałek historii zawierający co mocniejsze dla niektórych fragmenty.
Chcesz zagrać? Liczysz się z tym, że moja postać to podły skurwysyn i będzie chciała wykorzystać twoją na różne sposoby? To zapraszam.
Ograniczenia i tym podobne omówimy na Poczcie, na pewno się dogadamy, a jeśli nie to rozstaniemy w zgodzie.

UWAGA!! Postać w przemeblowaniu.