
Profil gracza:
Offtop (kiedyś się pisało..).
Zagram sesje, najchętniej w klimacie low/dark fantasy.
Tak, mogę zacząć.
Zazwyczaj staram się zbudować jakąś interesującą fabułę.
Szukam jednej lub dwóch rozbudowanych opowieści.
Kto zacz?
Ochroniarz, najemnik, bandyta, łowca nagród... miecz do wynajęcia.
Włóczy się wszędzie tam, gdzie można znaleźć grosz.
Krótki prolog
Ogień strawił wszystko, jak to ogień miał zresztą w zwyczaju. Po spokojnej, położonej na wzgórzu wiosce, pozostały jedynie zarośnięte trawą i kwieciem zgliszcza. Gdzieniegdzie tylko z gąszczu zieleni, wystawały zczerniałe, połamane pale, wspierające niegdyś powały domów. Wyciągnięte w górę ku niebu, niczym połamane palce konającego, wyciągnięte w niemej skardze, które niedługo również pokona nieubłagany czas.
Nie zostało nic z przeszłości, i choć Beledni siedział długo pośród ruin własnego domu, wokół była tylko cisza. Echo śmiechu jego siostry, czy głosów rodziców dawno już przebrzmiało. Nie było też niczego co można by złożyć do grobu - truchła spalił ogień lub rozwlekły dawno temu dzikie zwierzęta.
Nie było już nic, gdy wsiadał na konia, odwracając się plecami od miejsca, do którego nie planował już wrócić.
Nie było już nic, oprócz kamienia, z kilkoma wyrytmi nań imionami. Bo, psia mać zmarłym należy się choć to.
Jeden bełt.
Dziewczyna uciekała, zgrabnie lawirując między ludźmi. Była szybka, zręczna, i znała te uliczki jak własną kieszeń. Dzień targowy dodatkowo ułatwiał ucieczkę, z łatwością przemykała przez tłum, zostawiając swojego prześladowce daleko w tyle. Mimo to, gdy czasem ryzykowała szybki spojrzenie za siebie, widziała jak przepycha się przez ludzką tłuszczę. Był uparty, to mogła mu przyznać. Nie miał jednak szans jej dogonić, nie w jej miejście, nie w ten dzień. Zgrabnie wyminęła grupkę mieszczan, awanturujących się o ceny owoców, a potem widząc okazję, prześlizgnęła się pod straganem z odzieżą, i wpadła w mniejszą uliczkę. Znów ruszyła biegiem, omijając sterty śmieci i kilku żebraków o pustych oczach, którzy zrobili z tego miejsca swój dom. Była bezpieczna... uliczka wychodziła na jeden z głównych placów w mieście, jak zwykle zatłoczony. Zniknie między ludźmi i porozstawianymi straganami, wmiesza się w tłum i zgubi natręta... a jeszcze dziś wieczorem będzie świętować wraz z kompanami swój kolejny, udany skok.
Odwróciła się po raz ostatni, spoglądajac za siebie. Krótki, nieopierzony bełt z kuszy pistoletowej trafił prosto w zielone oko, grzęznąć głęboko w czaszce. Kobieta zwaliła się na ziemie, pukle rudych włosów wyślizngnęły się spod czapki, rozsypując na brudnym bruku. Bardzo szybko skleiła je ciemna krew.
Beledni podszedł ciężko do leżącego trupa, spokojnie chowając kuszę pistoletową. Ciało drgało jeszcze przez chwilę delikatnie, jednak bezwiedne skurcze mięśni szybko ustały. Łowca nagród zmęczonym wzrokiem spojrzał na młodą złodziejkę i pokręcił głową.
- Wybacz.. - mruknął, pochylając się, i zamykając dłonią zielone, oko, w którego kąciku zebrała się malutka łza - ale za martwą płacili więcej...
Tylko wódka pozwala zasnąć
In progress.
|