Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 16 lat
Nieco wyobraźni


Magnus Ravynborne (ID: 319)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Poziom: 36
  • Wiek: 76
  • Rasa: Człowiek
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Drwal
  • Charakter: Zły
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

za wszystko co tutaj wcześniej się pojawiło serdecznie przepraszam

______

Ostatnia iskra

Wieczór spowił kotlinkę miękkim, granatowym cieniem. Wiatr szeleścił wysoko w koronach starych jesionów, niosąc ze sobą odległe trzaski łamanych gałęzi i cichy, niepokojący szum liści, jakby sama puszcza nasłuchiwała każdego słowa. W niewielkim zagłębieniu terenu płonęło ognisko – małe, ostrożne, ledwo rozświetlające twarze dwojga wędrowców. Magnus siedział oparty plecami o omszały głaz. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest zahartowany latami życia bez dachu nad głową, wszystko w nim mówiło o człowieku, który dawno przestał ufać światu. Nie nosił widocznej broni, jedynie mały nóż ukryty w cholewie buta. Jego spojrzenie pozostawało czujne i spokojne. Naprzeciwko niego klęczała Mariett. Nawet w słabym blasku ognia biła od niej wyraźna, żywa energia – jakby powietrze wokół niej delikatnie drżało, jakby w jej żyłach płynęło coś więcej niż zwykła krew. Była nieco młodsza, pełna pasji, a jej ruchy miały w sobie iskrę, która zdawała się rozświetlać mrok. Mariett przerwała ciszę, czekała by wrócić do tej rozmowy.
- Posłuchaj, Mag, to nie jest zwykła robota. Ten kupiec, Valthor, ma przy sobie pewien artefakt – mały, kryształowy przedmiot przypominający dysk, który podobno potrafi pokazać ukryte ścieżki między światami. Właściwie nieważne do czego to jest, zlecenie przyszło od kogoś, kto dobrze płaci. Jedno uderzenie, bracie. Wchodzimy nocą, bierzemy tylko to, co trzeba, i znikamy zanim ktokolwiek się zorientuje. To może zmienić wszystko! Wiatr zawył mocniej, szarpiąc gałęziami nad ich głowami. Magnus nie drgnął. Patrzył w ogień, a jego głos zabrzmiał spokojnie, lecz twardo.
- Nie.
Mariett zamrugała, zaskoczona, ale Magnus ciągną dalej wciąż nie podnosząc głosu.
- Jesteśmy złodziejami, ale nie głupcami. Valthor nie jest zwykłym kupcem. Pracuje dla tych, których lepiej nie drażnić – dla ludzi z Wieży. Oni nie wybaczają. Nie zapominają. Jedno takie zlecenie i będziemy mieć na karku nie tylko strażników, ale coś znacznie gorszego. Nie zamierzam dźwigać takiego kłopotu, dość problemów. Zostajemy, a za kilka dni rozglądniemy się za czymś równie interesującym.
Mariett zerwała się na równe nogi. Energia wokół niej jakby zgęstniała – powietrze zadrżało delikatnie, a płomienie ogniska na chwilę strzeliły wyżej, jakby odpowiadały na jej gniew.
- Znowu to samo! Znowu ta twoja przeklęta ostrożność! Całe życie uciekamy, chowamy się po lasach jak szczury, a kiedy wreszcie pojawia się szansa, żeby coś naprawdę zmienić – ty mówisz „nie”?! Ja nie chcę już tylko przetrwać, bracie. Chcę żyć! A ty? Ty po prostu boisz się czegokolwiek dotknąć!
Wiatr znowu szarpnął gałęziami, niosąc ze sobą odległy, niski trzask łamanej gałęzi gdzieś głębiej w lesie. Mariett odwróciła się gwałtownie, jej włosy zafalowały jak żywy płomień, rzuciła przez ramię, odchodząc już.
- Idę się przejść i może przy okazji ochłonę, bo jeszcze chwila i naprawdę zacznę żałować, że wciąż się za tobą ciągnę!
Jej kroki były szybkie, pełne złości. Oddalała się w stronę krzaków, gdzie ciemność między drzewami była gęstsza. Szum liści i wiatru na moment zagłuszył jej oddalające się kroki. Magnus pozostał na miejscu, ale każdy mięsień miał napięty. Wiedział, że siostra po części ma rację, jest zbyt ostrożny, ciągle, ale ma zasady, nie zadziera się z silniejszym, nie wtedy gdy nie ma się szans. Na chwilę wyrwał się z rozmyślania, coś było nie tak. Zbyt cicho. Zbyt szybko zniknęła za zasłoną gałęzi. Nagle – krótki, stłumiony krzyk Mariett, urwany w pół dźwięku. Głuche uderzenie ciała o ziemię. Z mroku wyskoczyły trzy ciemne sylwetki. Dwóch rzuciło się na niego od tyłu – silne ręce chwyciły za ramiona i szyję. Próbował się wyrwać, ale trzeci napastnik wbił mu w usta dwa palce i wlał do środka zawartość niewielkiej fiolki. Świat zafalował. W ostatniej chwili zobaczył, jak jeden z napastników wyciąga z krzaków ciało Mariett. Jej gardło było poderżnięte jednym czystym cięciem. Oczy siostry – wciąż szeroko otwarte – patrzyły w pustkę. Z lewego oka powoli, leniwie spłynęła pojedyncza krwawa łza, zostawiając lśniącą, czerwoną smugę na bladej skórze policzka. Nawet w śmierci aura jej energii wydawała się gasnąć powoli, jakby puszcza żegnała kogoś wyjątkowego. Magnus ze wściekłością w głosie i ogromnym bólem, który na widok siostry przeszył go w ułamku sekundy, wrzasnął.
- Iskra! Niee!
Kolana ugięły się pod nim. Upadł twarzą w wilgotną ziemię. Ostatnie, co usłyszał, to spokojny, obcy głos:
- Młoda trafiona, bierzemy ciało. A szczur? W bajkowym klimacie.

Ciemność pochłonęła wszystko.