
Profil gracza:
Początek:
Pewnej srogiej zimy Shihanon Burnturn, poszukując nocą swojego kociego przyjaciela, zagubiła się w lesie. Nie pierwszy raz musiała polegać na własnych instynktach, ale tym razem natura okazała się bezlitosna.
Mroźne powietrze paliło gardło, śnieżna zamieć utrudniała widoczność. Gdy zrezygnowana usiadła na powalonym drzewie, sięgnęła po piersiówkę – kilka łyków grzańca przyniosło złudne ciepło. Otrząsnęła się. Nie mogła pozwolić, by zmęczenie wzięło górę. Oznaczała drogę nożykiem, krążąc w terenie, aż ponurą ciszę przerwało miauczenie.
Zerwała się z miejsca jednak nie zdążyła zareagować. Podłoże osunęło się pod jej stopami, a świat zawirował. Uderzenie w lodową skarpę odebrało jej oddech.
— Tego się nie spodziewałem. Mój deser przyniósł mi sowitą kolację.
Chropowaty głos sprawił, że serce podeszło jej do gardła. Ból pulsował w całym ciele, ale nie mogła się poddać. Ucieczka nie wchodziła w grę...
— Zobaczymy, kto będzie czyją kolacją! — warknęła, choć jej palce drżały.
Czerwone oczy zalśniły w ciemności. Powietrze przesycił zapach piżma.
— Ciekawe, że grozisz mi w takiej sytuacji. Na twoim miejscu błagałbym o życie.
Wampir rzucił się na nią, a ona poczuła kły rozdzierające skórę. Ciemność zaglądała jej w oczy, ale instynkt przetrwania wygrał. Srebrny nożyk wbił się w gardło napastnika. Szarpnięcie.
„Uciekaj.” To podpowiadał jej instynkt.
Ale nie mogła zrobić kroku. Wbrew rozsądkowi podeszła bliżej. Leżał nieruchomo, ale wciąż oddychał. Dlaczego go nie dobiła? Ktoś taki jak on nie zasługiwał na litość. A jednak…
Wyrwała kawałek sukni, obandażowała mu ranę. Drżącą ręką przecięła dłoń i pozwoliła, by kilka kropel krwi spłynęło do piersiówki.
— Wypij.
Nie czekała, by zobaczyć efekt. Uciekła.
Przemiana trwała dni. Ukrywając się w opuszczonych domostwach, nie mogła pojąć, dlaczego go ocaliła. Strach? Współczucie? Pragnienie, by zobaczyć, co się stanie?
Ostatecznie jedno było pewne – Shihanon przepadła w tamtej nocy. W Arrakin narodziła się Shion.
Ostatnie Pożegnanie:
W mrocznej posiadłości, gdzie blask kominka ledwie rozświetlał pokój, spotkali się dawni kochankowie. On – mężczyzna o ciepłym, choć zmęczonym uśmiechu, dawny bożyszcze dziewek, oraz ona – pozornie chłodna wampirzyca, której lodowe spojrzenie kryło ból i żar zemsty.
Bez wahania rozpoczęli dziki taniec zmysłów, gdzie rozkosz splatała się z rozpaczą. On, pociągany żarem miłości i ciężarem nadchodzącego poświęcenia, ciągnął ją za włosy, oddając się ostatniej przyjemności, podczas gdy ona, poruszając się w rytm tantrycznych ruchów, próbowała odwlec nieuniknione. W ich uścisku słowa miały równą moc jak dotyk.
– Wybierz to, co słuszne – wyszeptał, a jego słowa brzmiały jak rozkaz. Łzy spłynęły po jej lodowatych policzkach.
– Wiem – odpowiedziała chłodno.
Nastąpił długi, milczący moment, w którym ich spojrzenia zlały się, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Oboje wiedzieli, że ich miłość, choć pełna gorącej ekstazy, była ciężarem, który uniemożliwiał im ruszenie naprzód.
Ostatnie chwile tańca zmysłów stały się pożegnaniem. Skazany na ostateczne poświęcenie, drżał pod wpływem nieujarzmionej rozkoszy, która mieszała się z cierpieniem, pchając go ku granicy życia i śmierci. Każdy dotyk jej zimnych, zdecydowanych dłoni przypominał o bezwzględności losu, a gwałtowny szczyt rozkoszy stał się rytuałem – brutalnym aktem miłości, gdzie ekstaza splatała się z bólem. W tym rozdzierającym serce uścisku, gdy szeptał: Teraz, jej pazury, ostre jak brzytwa, z impetem przesunęły się po jego szyi. Jego śmierć była prawie bezbolesna.
– Niedługo do ciebie dołączę – wycedziła z szaleńczym uśmiechem. Czuła, że teraz nie ma już nic do stracenia. Ostatni bastion jej jestestwa przepadł.
Info:
Sceny: walk, komediowe, a także masę innych.
Przeczytaj jedną z powyższych i sprawdź czy warto.
|