Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Ravir (ID: 282)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Poziom: 11
  • Wiek: 1198
  • Rasa: Człowiek
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Drwal
  • Charakter: Neutralny
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

Wakhan Thanka, Wielka Tajemnico!
naucz mnie jak zawierzyć
memu sercu,
memu umysłowi,
moim przeczuciom,
mojej wewnętrznej wiedzy,
zmysłom mego ciała,
błogosławieństwom moich Duchów,

Naucz mnie wierzyć tym rzeczom,
wówczas będę mógł wejść w Święty Obszar
A miłość zwycięży mój strach
wówczas będę kroczył w równowadze
z zachodem każdego chwalebnego słońca

Dla rdzennych Ludzi Święte Miejsce
leży pomiędzy wdechem a wydechem
kroczenie w równowadze jest przebywaniem w Niebie
a Ziemia jest w całkowitej zgodzie




Noc spowita mgłą,
Tulą leśne mchy,
Wilczy dół dał dom,
We wnykach ślady krwi,
Nim odejdę stąd spiszę ostatni list...

Wiatr nuci pośród drzew pieśń niezłomnych serc.
Zacieram ślad w cieniu lasu,
Unikam dnia,
Płomień świecy dogrzewa szałas,
Nadziei blask,
Wsłuchaj się w bicie swego czystego serca, a tajemnicę o nas zachowa las...

Wstaję jeszcze nocą pragnę kontrolować dzień
Twarz przemywam zimną wodą wpuszczam świeży tlen Woń kadzideł unosi się dym dogasających świec
Rzeka wzywa mnie rzeka wzywa mnie, muszę biec
Tam na lasu skraj gdzie łagodny brzeg
Słońce czyha u dnia bram zza tych drzew wyłoni się Jestem tutaj sam na sam ja i świat czuję jak pulsuje krew Co dzień odnajduję swój sens chłodząc rodzę się tu na nowo
Milczę wsłuchuję w natury szept jedność z wodą znów jestem sobą
Tutaj więcej oznacza mniej spowalnia czas spocznij obok W moim lesie oddycham lżej powracam stąd z wolną głową
Wyziębione ciało umysł ostry niczym brzytwa
W nogach siła konia uzbrojony rydwan
Znów niepokój wkrada w mir tuż za horyzontem bitwa Ocali mnie tylko spokój ziele trening i modlitwa.


Kiedy nie masz dokąd uciec nawet wzrokiem
Gdy jak Raskolnikov nie masz dokąd pójść
Wokół ludzie, twarze, światła, tysiąc okien
Świata balon, a ty trzymasz w ręku gwóźdź
Kiedy nie masz dokąd pobiec ani po co
Ani potem ani teraz ani tu
Nie ma słońca za dnia, ukojenia nocą
W tłumie obcych ryczy wodospadu szum



Powstańcie Pikardczycy i Burgundczycy też
Kto możesz tęgą lagę do garści zaraz bierz
Bo już wiosenny nów o sobie daje znać
Będziemy mogli znów na wojnie bić i prać

O wojnie gada ten co nie wie o niej nic
Powiadam wam że wojna to niezbyt śmieszny wic
Niejeden mężny mąż niejeden dobry druh
Na wojnie stracił życie kapelusz albo but.





Na ulicy stoi Bard, gitara jego skarb.
Puszka pełna drobnych monet - tyle dziś talent wart.
Świat wypłowiałych barw, na skórze wiele prawd,
na sercu blizny zdrad, nikt nigdy nie bił braw.
Gra znaczoną talią kart, mokry bruk, latarni blask
sumienie synów miast, wie kto mu wróg, kto mu brat.
W oczy nie chcą patrzeć mu, w miejscu jakby stanął czas,
horda psów rządna krwi - niech ich wszystkich trafi szlag.
Jak samotny wilk, jego domem stary las.

Podwórkowy grajek przypomina dawne dni,
opowieści z młodych lat, które przywołują łzy.
Kiedy piszę ręka drży, głos odmawia posłuszeństwa..
Mogą zabrać wolność, nie odbiorą człowieczeństwa.
Nikt się nie zatrzymał, nie poświęcił mu uwagi.
Stoi tu od lat, dobrze wie - król jest nagi.
Wybrał drogę jednak nie wie, dokąd droga ta prowadzi.
W głębi duszy czasem słyszy jakiś szept.. "Quo Vadis"
Miejskie życie w tempie, każdy za pieniędzmi biegnie.
Dlaczego przyjacielu dziś odwracasz się ode mnie?
Biała wieża w osi miasta z roku na rok blednie,
dzikie krzewy, porosły ulice oplotły cierniem..