Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Klara Jones (ID: 327)


  • Ranga: Szlachcic
  • Poziom: 36
  • Wiek: 835
  • Rasa: Człowiek
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Stolarz
  • Charakter: Diaboliczny
  • Płeć: Kobieta


Profil gracza:




Imię: Klara
Nazwisko: Jones
Wiek: 27 lat
Pochodzenie: Salford, Wielka Brytania
Rasa: Zmiennokształtna - Wilczyca





Ściany deszczu, popychane chłodnymi i przeszywającymi podmuchami wiatru, rozmazywały krajobraz widoczny zza szyby policyjnego okna. Posterunek, mieszczący się w rzędzie identycznych budynków z czerwonej cegły, wyróżniał się tylko dzięki oficjalnemu oznakowaniu, jakie winno być widoczne na murach placówki organów ścigania. Monotonny i lekko irytujący dźwięk wolnego klikania w klawiaturę komputera, który lata swojej świetności miał dawno za sobą, był w stanie wybić z równowagi, zwłaszcza gdy spisujący raport mężczyzna, długie niczym wieczność sekundy, lokalizował położenie pożądanej przez siebie litery. Aromat taniej, rozpuszczalnej kawy, mieszał się z charakterystycznym zapachem starego papieru, roznoszącego się dookoła dzięki grubym tekom z aktami spraw, wszelkiego rodzaju, dumnie piętrzących się w stosach w każdym możliwym miejscu, tylko nie w przeznaczonych ku temu pancernych szafach, które z nieco uchylonymi drzwiami, straszyły pustym wnętrzem.
- Czy jest ktoś, kto może potwierdzić Twoje alibi? – zapytał w końcu mężczyzna, przerywając przeciągającą się ciszę. Mimo krępej sylwetki i dumnego wąsa, który jeżył się tuż pod garbatym nosem, oczy funkcjonariusza były bystre, o wyblakłej, nieco wodnistej barwię tęczówki, która mimo wszystko uważnie obserwowała każdy ruch, siedzącej przed nim dziewczyny.
- Tak. – odparła na pozór beztrosko, modląc się w duchu, by przesłuchanie jak najszybciej dobiegło końca. Trudno było rozluźnić się w miejscu, do którego z reguły zapraszano, nie na miłą pogawędkę, a złożenie zeznań, które w czyjeś sprawie, mogły okazać się na tyle kluczowe, by decydować o niewinności, bądź obowiązku wymierzenia sprawiedliwości. Nie musiała dodawać nic więcej. Dokładnie taką samą wersję wydarzeń powtórzyła w dzień wypadku, by później powielić ją kolejnego dnia i potwierdzić dziś, nie zmieniając w toku zdarzeń, ani jednego słowa.
- Klara Jones, lat 21, zamieszkała w Salford przy Alder Street 19, urodzona 11 listopada 1993 w Manchesterze. Imię matki Anna, nazwisko panieńskie Smith. Imię ojca John...
- Numer buta 4,5, a miseczka biustonosza C. Przypuszczam, że to tak samo kluczowe w tej sprawie informację.
Rozumiem, że chcecie potwierdzić moją wersję wydarzeń, ale nie wiem, co się tam stało. Wracałam z ogniska, zawsze idę na skróty przez park, a to, że natknęłam się na... Na zwłoki, to przypadek, potwierdzający moje cudowne szczęście.
- Chyba nieszczęście i tendencję do wpadania w kłopoty. Byłaś notowana. Próba rozboju, jazda pojazdem pod wpływem substancji odurzających, pobicie...
- Faktycznie, porównując moje występki, do morderstwa jakiego dokonano, powinniście dać mi dożywocie.
Policjant oparł dłonie na blacie wysłużonego biurka i splatając ze sobą palce, uśmiechnął się lekko, dając dziewczynie jasno do zrozumienia, że jej heroiczna mowa, nie zrobiła na nim większego wrażenia.
- Każdy od czegoś zaczynał. Pytanie, czym Ty jeszcze wsławisz się na kartach swojej kartoteki, Klaro Jones?




Nie potrafiła żyć w stadzie. Nie umiała podporządkować się hierarchii watahy, atakując każdego, kto śmiał podważyć jej pozycję. Była łowcą, drapieżnikiem i bezlitosnym mordercą, nieznającym litości i nieprzepuszczającym okazji, by podkreślić swoją wyższość, nad każdym, kto śmiał wyjść jej naprzeciw. Siła mięśni, skrytych pod srebrzystym futrem, migoczące żółte ślepia przebijające mrok nocy i pazury, skore drapać i rozdzierać wszystko, co było jej przeszkodą, prowadziły ją w samotnych wędrówkach, gdzie szukając swojego miejsca, każdego dnia i nocy walczyła o przetrwanie. Nacisk szczęki najeżonej ostrymi niczym brzytwa zębami, mógł zmiażdżyć kości, tym samym zwiększając obrażenia gwałtownie szarpiącym się łbem.
Była tam, gdy to się stało. Pamiętała jak jeden z mężczyzn, widząc ją biegnącą między drzewami, chwycił za nóż, prowokując do ataku. Dał jej pretekst. Nie liczył się fakt tego, że jej czuły nos wyczuł bijący od niego alkohol, a krok, jakim ruszył w jej kierunku, był chwiejny i niepewny. Nie okazał jej szacunku, zakpił z niej i wyzwał na pojedynek, gdzie konsekwencją głupoty okazała się utrata cennego życia. Nabierając rozpędu, z każdym kolejnym odepchnięciem się łap od wilgotnej ściółki, zbliżała się, dobrze wiedząc, że ofiara, jaką obrała, nie ma szans w starciu z nią. Była przecież najsilniejszą samicą. Silniejszą od każdej innej napotkanej na swojej drodze, niejednokrotnie mogącej konkurować potencjałem, jaki w sobie posiadała z innymi samcami. Dlatego jej nieakceptowano, odrzucając i spychając na koniec łańcucha, bojąc się tego, do czego mogłoby dojść, gdyby doszła do władzy. Będąc w stadzie, mieli nad nią przewagę. Stając z nią jednak oko w oko, szala zwycięstwa, zawsze przechylała się tylko na jedną stronę – jej.
Wyrzucając z siebie całą złość, emanując pokładami nieokiełznanej agresji i prymitywnego wręcz instynktu, nie droczyła się ze swoją zdobyczą, bezwzględnie sięgając jej szyi i z mocą bezlitosnego imadła, zaciskając swoje wilcze szczęki na miękkiej szyi człowieka, który zdając sobie nagle sprawę ze swojego położenia, próbował wrzeszczeć i szamotać się w paszczy bestii, sukcesywnie zwiększającej nacisk swoich zębów, do chwili, w której do jej uszu doleciał charakterystyczny dźwięk pękającego naskórka i miażdżonych chrząstek, które po kolei ustępowały pod ostrymi kłami. Wraz z tym, gdy jej zęby zatopiły się w ciele konającego nieszczęśnika, rozerwane tętnice wystrzeliły fontanną jasnoczerwonej krwi, obryzgując wszystko dookoła i zalewając nie tylko tors mężczyzny, ale i wolno sącząc się do pyska wilczycy, której zmysły oszalały, gdy do czułych na najdrobniejszą woń nozdrzy, doleciał metaliczny, lecz zarazem słodki zapach krwi, a smak posoki rozszedł się na szorstkim języku. Najbardziej mroczne, ostatkiem siły woli powstrzymywane instynkty, pozbawione zostały ochronnej bariery, oddając pełną władzę nad ciałem zewowi, jaki ogarnął nią w amoku, gdy szarpiąc w dzikim szale martwym ludzkich truchłem, skubała zębami bezwładne kończyny, rwąc mięśnie wraz ze ścięgnami, pozwalając sobie dopełnić makabrę całego zajścia opętańczym wyciem, które nie miało w sobie nic z melancholijnego śpiewu do księżyca, a obietnicę i zapowiedź czegoś o wiele gorszego.




☾ ☽ Mogę rozpisać, ale nie muszę.
☾ ☽ Rozmiar ma znaczenie, ale jakość przede wszystkim.
☾ ☽ Popełnię wszystko z absolutnym wyłączeniem Sci-Fi i PostApo.