Logowanie

Email:
Hasło:

Przypomnij hasło...

Nie masz jeszcze konta?
Dołącz do nas!




Ekran: 1024x768
Javascript: włączone
Wiek min. 15 lat
Nieco wyobraźni


Sirnor (ID: 351)


  • Ranga: Mieszkaniec
  • Poziom: 144
  • Wiek: 680
  • Rasa: Człowiek
  • Klasa: Rzemieślnik
  • Specjalizacja: Stolarz
  • Charakter: Dobry
  • Płeć: Mężczyzna


Profil gracza:

=== Karta postaci: ===



Charakter:

Lubi chadzać własnymi drogami.
Opanowany, twardy, zadziorny, niezwykle zamknięty w sobie, doskonale kontroluje swoje emocje. Jednym słowem jest mistrzem magii. Potrafi raz po raz podnosić się po kolejnych upadkach i nigdy nie dawać za wygraną, bez względu na wszystko. Uwielbia wszelkiego rodzaju wyzwania. Zawsze wyraża swoje zdanie i jest bardzo uparty. Gdy jest zmuszony do działania, okazuje się niezwykle odważny i zdeterminowany w kwestii bronienia swoich najbliższych, czasem wręcz bezlitosny.
Jest niesamowicie wytrzymały fizycznie. Widok krwi wyzwala w nim niespotykaną agresje. Z pozoru skryty i oziębły. Jednak wśród przyjaciół jest prawdziwym skarbem. Potrafi pocieszyć, wysłuchać i zrozumieć. Jest przebiegły i potrafi się odpłacić komuś, kto zrobił mu krzywdę.

Wygląd:

Sirnor jest średniego wzrostu i postawnej budowie Elfem Leśnym o szarych oczach i jasnych, niemalże białych włosach. Gdy jest w mieście ma na sobie najczęściej lekką, zwiewną tunikę, która zapewne nie należy do biednego mieszkańca krainy. Poza murami, w dziczy zakłada kolczugę, której niejeden krasnolud mógłby mu pozazdrościć - lekka, złożona z wyjątkowo małych pierścieni, musiała zapewne wyjść spod rąk doświadczonego kowala.
Jest zawsze w pełni uzbrojony.


=== Historia: ===

Lodowaty wicher chłostał wiekowe olbrzymy porastające puszcze Selenori. Momentami wycie wiatru łagodniało, pozwalając swobodnie opadać płatkom śniegu. Las rozciągał się na wiele, wiele mil, pokrywając znaczną cześć wyżyny Ocalidad. Surowość panujących tutaj warunków powodowała, że były to tereny rzadko nawiedzane przez ludzie czy inne istoty dwunożne. I nikt, kto nie miał ważnych powodów, najczęściej dla ratowania własnej skóry lub nie był zupełnie szalony nie zapuszczał się na te złowrogie i niegościnne terytoria.
Silniejszy podmuch nawałnicy zakołysał koronami drzew i po chwili wiatr ucichł. Jednak nie zapadła zupełna cisza. Stopniowo zaczęły narastać inne odgłosy... regularne skrzypienie śniegu i chrapliwy, urywany oddech. Po chwili zaszeleściły krzewy i na mała polankę wkroczył zmęczony wędrowiec. Na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, że to
mroczny elf, ale nieco dłuższe oględziny od razu ujawniały prawdę. Osobnik ów należał do leśnych elfów. Zdradzał go sposób poruszania i lekki chód mimo ogromnego wyczerpania, szczupła sylwetka oraz rysy twarzy....słabo widocznej wprawdzie spód peleryny, lecz tych oczu nie sposób było nie zauważyć. Wydawało sie, że bije od nich jakaś zimna poświata... jakiś dziwny blask...
Wędrowiec przystanął na chwile i rozejrzał się uważnie dookoła. Jego bystry wzrok padł na wykrot pośrodku polany. Miał on kilka metrów średnicy, bowiem zwalony dąb był stary i ogromnych rozmiarów. Leśny elf postanowił się tam schronić by odzyskać nieco sił przed dalszą drogą.....niestety dłuższy odpoczynek był zbyt ryzykowny. Mimo że udało mu się zmylić pościg, to bezlitośni prześladowcy mogli w każdej chwili wpaść na jego trop. Nie mógł nawet ryzykować rozpaleniem ognia. Usiadł na plątaninie korzeni kładąc obok siebie szable i niewielką sakwę. Był to jego jedyny dobytek. Siadając szczelniej opatulił się postrzępionym płaszczem, godnym miejskiego żebraka, a nie dumnego niegdyś wojownika. Oparłszy o ścianę wykrotu głowę przymknął na chwile oczy...
Napłynęły obrazy...
Zielona kraina beztroskich lat młodości, zabaw, łowów.....to były piękne dni...
Lata nauki i służby w gwardii przybocznej księcia Alarica....
I nadejście katastrofy, katastrofy której nie przewidzieli najwięksi prorocy....
Nieumarły, Pożeracz Dusz powrócił na czele hord ożywieńców, wilkołaków i innych licznych okropieństw. Tego co się potem działo nie sposób opowiedzieć.... nastała prawdziwa epoka mroku. Był to wróg nie tylko okrutny, ale także niezwykle przebiegły. Kusząc złotem, władzą zdołał o zgrozo przyciągnąć na swoją służbę także ludzi....renegatów. Wśród nich omamiony pięknymi wizjami znalazł się i on...Sirnor. Nie potrafił odpowiedzieć dlaczego tak się stało, może to było jego przeznaczenie... Ten okres wracał w jego wspomnieniach jako niekończący się koszmar, on sam był bezwolnym narzędziem w ręku Soulblightera.
Dopiero wysiłek zjednoczonych sił magów, pierwszy taki w dziejach, pozwolił na osłabienie jego niezwykłej mocy i powstrzymanie pochodu zła. Dzięki temu Sirnor i kilku jego towarzyszy zdołało wyrwać swe dusze ze szponów czarnoksiężnika. Przynajmniej tak w pierwszej chwili myśleli...
Potem nastąpiła szalona ucieczka....a pościg też nie próżnował. Za uciekinierami ruszyła doborowa wataha Myrkardii, szybkich i mocnych. Te potwory o wilczej naturze budziły zawsze największy postrach u ludzi. I dopadły uciekających w górach Khazad-nar, tuż przed wyżyną Ocalidad. Walka była krwawa....jeśli można było to nazwać walką, bo uciekinierzy mimo męstwa nie mieli szans...krew spłynęła po śniegu, a zwłoki pomordowanych wypełniły wąwóz.
Tylko szczęśliwy traf sprawił, że Sirnor nie znalazł się wśród bezwładnie leżących ciał towarzyszy. W trakcie walki wpadł nieoczekiwanie do szczeliny skalnej ukrytej pod śniegiem. Na jego szczęście uszło to uwagi napastników. Szczelina przechodziła dalej w grotę. Tutaj przeczekał do następnego dnia drżąc z zimna i nie tylko.... Następnego dnia ruszył ostrożnie ku widniejącym w oddali borom Tyth'debro.
Przedzierał się przez kolczaste krzewy, gęste i iglaste poszycie lasu, nierzadko pełznąc na kolanach. Czasami chciał już położyć się na śniegu i tak zasnąć. Ale to były chwile, żądza życia i hart ducha przynależne rasie ludzi z wyżyn nie pozwoliły mu na to. W końcu skrajnie wyczerpany dotarł do małej polanki....
Otworzył oczy...coś go zaniepokoiło, może to było złudzenie, złudzenie spowodowane krańcowym fizycznym
i psychicznym wyczerpaniem.
Ale nie należało ryzykować, zbawczy cel był już niedaleko. Idąc, a właściwie wlokąc się ciągle na południe wkrótce dotarł do skraju puszczy, dalej rozciągały się jeszcze spokojne ziemie ....i miasto Elsinor, miasto nadziei. Tu mógł zacząć nowe życie...do czasu gdy nadejdzie czas odkupienia win i czas zemsty, gdy zjednoczone siły wszystkich księstw będą w stanie powstrzymać i pokonać raz na zawsze przeklęte armie Pożeracza Dusz.
Zaczynało świtać....nad miastem zaczął się rysowana błękitny nieboskłon. Ten błękit wlewał mu do serca otuchę i nową nadzieje....

=== Ogłoszenia: ===

Wsparcie finansowe mile widziane.

=== Część prywatna: ===


Jesteśmy otoczeni??!!
Wspaniale!!! Możemy atakować we wszystkich kierunkach!!!